Patriotyzm, głupcze!

Piszę te słowa w kilka dni po 3 maja, czyli bardzo ważnym święcie narodowym w naszym kraju. Jak zapewne wiecie, 3 maja 1791 roku uchwalono ustawę regulująca ustrój Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czyli Polski i Litwy. Powszechnie przyjmuje się, że była to pierwsza w Europie i druga na świecie (po konstytucji amerykańskiej z 1787 r.) nowoczesna spisana konstytucja. Rzecz jasna wiecie również, że potem mieliśmy Targowicę, wojnę w obronie konstytucji, rozbiory i 123 lata bez niepodległości. Ignacy Potocki i Hugon Kołłątaj uznali tedy, że Konstytucja 3 maja była "ostatnią wolą i testamentem gasnącej Ojczyzny". Wspomniani panowie byli współtwórcami rzeczonego dokumentu i niewątpliwie również patriotami.

Z jakiej racji pisze o patriotyzmie w magazynie o grach wideo? Z bardzo prostego powodu – bo chciałbym, aby był w nich obecny. Rzecz jasna dla mnie patriotyzm to niewątpliwie coś innego niż rzucanie się niczym kamienie na szaniec w obronie ojczyzny. Czasy już nie te, na szczęście. Sytuacja polityczna i życie też do tego nie zmuszają.

Gracze mogą spokojnie jednak przejawiać patriotyzm w innych aspektach. Oczywistym jest wspieranie polskich produkcji growych, o czym już poniekąd pisałem miesiąc temu. Warto wydać te kilka złotych choćby dlatego, by trafiły one do kieszeni polskich twórców. A jeśli nie wydawać, to chociaż tych gier nie kraść. Bo to wydaje mi się nieco nieeleganckie i niepatriotyczne.

Mamy też gdzie swój sportowy (czy raczej e-sportowy) patriotyzm okazywać. Polscy zawodowi gracze zdobywają kolejne medale, zarabiają niezłe pieniądze i cieszą się ogólnym poważaniem na świecie. To powód do dumy dla nas wszystkich. I okazja do patriotycznego wspierania swoich.

Ale marzy mi się coś zupełnie innego...

W 2003 roku podczas nieistniejących już targów ECTS miałem okazję oglądać po raz pierwszy w życiu Call of Duty i rozmawiać o tej grze z jednym z jej twórców. Opowiadał mi on o rozmachu, z jakim robią tę grę. O tym, jak starają się odtworzyć prawdziwe wydarzenia. Jak spędzali czas na strzelnicy, by broń przenieść do świata gry. Z ogromnym zacięciem perorował o fabule, w której zobaczymy wojnę oczami Amerykanina, Brytyjczyka i Rosjanina. Zapytałem nieśmiało, czy będzie coś o miejscu, w którym zaczęła się II wojna światowa. Po tradycyjnej dyskusji na temat początku tejże (1 września 39 tak naprawdę obowiązuje w mniejszej części świata) starałem się wytłumaczyć, jak głupie wydaje mi się omijanie Polski w kontekście II wojny światowej, szczególnie w kontekście rosyjskiej kampanii, która w CoD1 się wszak pojawiała. Finalnie była w grze walka na przedmieściach Warszawy w 1944 lub 45 roku – ale bez żadnego wyraźnego kontekstu polskiego.

Jakiś czas później miałem okazję porozmawiać z porucznikiem Johnem F. Antalem, który z kolei był PRowcem pracującym dla Gearboksu przy okazji różnych odsłon Brothers In Arms. Zadałem mu podobne pytanie, tym razem jednak trafiłem na człowieka, który o przeszłości dużo wie, albowiem ten emerytowany żołnierz jest również historykiem. Pogadaliśmy sobie tedy o fascynującej go szarży polskiej konnicy na przełęcz Somosierra, ale głównie o II wojnie światowej. Byłem podówczas nieco mądrzejszy, zapytałem tedy, czy może dlatego nie ma gier z Polakami w rolach głównych, bo my głównie w II wojnie światowej przegrywaliśmy. Porucznik, chyba nie chcąc mnie obrazić, długo rozwodził się nad polskim męstwem i patriotyzmem.

Jeszcze jakiś czas później, przy okazji premiery Call of Duty 3, w którym akcent polski był nieco większy (cała polska kampania, nieco krótka, ale zawsze) do naszego kraju przybył Grant Collier, jeden z podówczas ważniejszych ludzi w Infinity Ward. Jego również zapytałem, dlaczego nie ma ciekawie i dobrze pokazanego polskiego patriotyzmu z lat wojny. Dlaczego nie ma Wizny, Powstania Warszawskiego, 17 września itp. Odpowiedział mi wówczas, że takie coś powstanie dopiero wówczas, gdy zrobimy to sami. Kiedy się podpytywałem, dlaczego Rosjanie sami sobie Stalingradu w CoD1 robić nie musieli, przepytywany lekko zrejterował.

Nie chcę tu brnąć przez kolejne przykłady tego, jak polski patriotyzm z czasów II wojny światowej jest w grach przedstawiany – szczególnie w takim Codename Panzers: Faza Pierwsza, z którym było ogólnie zabawnie. Za wiele tego po prostu nie ma, albo jak wspomniany tytuł – pozostawia pewne wątpliwości.

A fajnie by było, gdyby gry dawały nam lekcję patriotyzmu. Znów powrócę do tego, co w tej rozrywce podoba mi się najbardziej – interaktywność. Dzięki niej naprawdę wiele można przekazać w sposób znacznie mocniejszy niż w filmach.

W naszym kraju zwykle mamy problemy z filmami o II wojnie światowej i w ogóle filmami o patriotycznej wymowie. Poza kilkoma wyjątkami (vide Kanał czy Eroica) jest jakoś tak słabo. Komedie wojenne nam chyba lepiej wychodzą (Jak rozpętałem II wojnę światową czy Zezowate szczęście).

Tak jak Wiedźmin jest dla mnie okazją do pokazania polskiego klimatu fantasy, tak marzy mi się dobra polska gra o II wojnie światowej. Patriotyczna, nieco łzawa, bardzo mocna i przerażająca – tak jak ta wojna w naszym kraju się potoczyła. Gra bez happy endu, z licznymi bohaterami, którzy odchodzą jeden za drugim. Z dwoma powstaniami w Warszawie, ze zniszczonym miastem, z zabijanymi cywilami, z umierającym gettem, z bohaterstwem pod Wizną, z odwagą ORP Orzeł, z Katyniem, obozami koncentracyjnymi, z Rosjanami czekającymi za Wisłą, z Monte Casino, marszem Andersa, niedźwiedziem bojowym imieniem Wojtek, wreszcie z wielką porażką, jaką był de facto koniec wojny i żelazna kurtyna. Życie napisało świetny temat na grę. Tylko czy ktoś chciałby w nią zagrać?

więcej...