Macka szaleństwa, czyli ślub Yossy, albo opowieść o obłędzie

Tomek Kreczmar i Andrzej Miszkurka

Ostrogar, Chłopskie Krocze, godzina 23.45.12, 23.45.13, 23.45.14…

Jest noc. Nad Ostrogarem unosi się posępne oblicze księżyca. Nasi bohaterowie – to znaczy Yossa, Shadowtears, Signur i oczywiście Artmar, który niedawno zakończył sprawę rozwodową – pracują w pocie czoła nad niemożliwą do rozwikłania zagadką nazwaną „Sprawą macek” lub też „Syndromem kryształów”. Pracują już trzysta dwadzieścia jeden godzin – bez przerwy, bez chwili na odpoczynek, posiłek, siusiu czy sprawy, które dla wielu dwunastoletnich graczy role-playing jeszcze przez wiele lat będą okryte tajemnicą. W tym czasie wypili już niejedną flaszkę. Wóda, piwsko i wino lały się strumieniami. I co? Zupełnie nic. Nie posunęli się do przodu nawet o centymetr. W sumie nie ma w tym nic dziwnego, gdyż znajdują się w stanie permanentnego odurzenia.

Cofnijmy się jednak, drogi czytelniku, do początku tej historii. To znaczy do dnia, w którym Yossa wziął ślub. O ile dobrze pamiętam, był to przepiękny dzień – czwarty czwartego miesiąca. Nie wiem jak wy, ale ja na pewno nie wybrałbym tak feralnej daty na ożenek. Ale Yossa to nie ja (na szczęście). Kobieta, którą poznał, odebrała mu zdrowy rozsądek, czas i kilka cech, z których tylko ja zdawałem sobie sprawę. A niech to! Czy nas wszystkich musi spotkać ten straszny los?

Ale o czym to mówiłem? Ach, tak! O początku całej historii. Tak jak w wielu dobrych opowieściach, początek ten nie zwiastował tragedii, która czaiła się o kilka kroków dalej. Nikt nie spodziewał się, że wydarzenie to okaże się przyczyną szeregu innych – kamyczkiem, który wywoła lawinę.

Otóż tego dnia w zupełnie innym miejscu archipelagu, nic nie znacząca osoba w zabitej dechami dziurze wypowiedziała trzy razy zaklęcie, którego nikt nie powinien znać. Było to o tyle dziwne, że osoba ta od małego nie była w stanie sklecić sensownego zdania. A może dlatego udało jej się przywołać największe zło.

Kiedy więc Yossa brał ślub, po przeciwnej stronie archipelagu pojawiło się coś, czego sam widok wywoływał obłęd i doprowadzał na krawędź szaleństwa; coś, czego w żaden sposób nie dawało się opisać. Istota tak przerażająca, że na jej widok wszyscy zaczęli krzyczeć: „Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!”, a potem zapadła trwająca niemal wieki cisza.

Lecz to nie ta istota stała się powodem zmartwień naszych bohaterów. Ona była tylko katalizatorem. W tym dniu do świata Kryształów Czasu została wprowadzona nowa opcjonalna zasada szaleństwa, o której nie miał pojęcia żaden z autorów systemu.

Tadadadam! Tadadadam!

W jednej sekundzie każda z osób otrzymała przysługującą jej liczbę Punktów Poczytalności (w skrócie PuPy). Oczywiście nie był to podział sprawiedliwy. Jedni dostali mniej, a drudzy więcej. Shadowtears nie mógł przeboleć i jeszcze długo wygrażał bogom, że został potraktowany najokrutniej (czyli dostał najmniej z grupy). A oto dokładne wartości PuP najważniejszych bohaterów oraz istot zamieszkujących świat Kryształów Czasu:

Aluś 100 (syn czarnoksiężnika Artmara)
Artmar 79
Dartorunio 78
Jacrod 15 (jak widać, był bliski obłędu)
Kartofel 43
Katan nieskończoność (i tym razem Katan okazał się nie do ruszenia: już na dwa lata przed wprowadzeniem zasady jego astrologowie przepowiedzieli jej nadejście – dzięki temu Katan miał czas, aby wymyślić odpowiednie zabezpieczenia i zmiana ominęła jego osobę)
Paladyn Arturius 0,00000000001
Shadowtears 33
Signur 79,1 (0,1 otrzymał dlatego, że zawsze musi być najlepszy, choćby o 1/10)
Szepczący w Ciemności – A kto to jest?
Yossa – Na początku 70, jednak po ślubie liczba ta spadła o połowę.




Na domiar złego większości potworom przypisano liczbę, która powodowała utratę PuPów. A oto kilka przykładów:

Antar – 0/0,00000000001 (to zwierzę było w stanie wystraszyć tylko Arturiusa)
Goblin – 0/1-2
Jednorożec – 0/1-100
Koń – 10-1000/1000-10000 (w ciągu dwunastu minut od wprowadzenia zasady oszalał ostatni koniuszy na zamku Katana)
Malauk – (1/100 Int + 1/100 Zr + 1/100 Cha) x k10
Ogre – 0/0 lub 0/0 w zależności od ST
Smoczek – 1/10 (tylko w przypadku dzieci)
Smok, mały bez względu na kolor – małe smoki są za małe, żeby straszyć
Smok, wielki kolorowy – duże smoki są za duże, żeby straszyć
Smok, wielki niekolorowy – niekolorowe są zbyt bezbarwne, żeby straszyć
Troll – patrz str. 138 dodatku „Świat Almochadów”
Wilkołak – tyle co wampir


Nie był to jeszcze koniec nieszczęść mieszkańców świata Kryształów Czasu. Shadowtears, dowiedziawszy się o tym, że wszystkie jego działania będą miały wpływ na PuPę, powiedział ponoć:

– To teraz nie będzie można nikogo bezkarnie zaj..ać!

Niemniej świat Kryształów otrzymał kolejną tabelę, z której można było korzystać. A przecież o to w tym wszystkim, ku..wa, chodzi.

 Tabela Wh5/17 wersja 2.15: Przykłady utraty PuPów


# – niespodziewane znalezienie okaleczonego ciała zwierzęcia
# – niespodziewane znalezienie ludzkiego ciała
# – niespodziewane znalezienie części ciała
# – ujrzenie krwi w nurcie strumienia
# – znalezienie zmasakrowanego ciała ludzkiego
# – przebudzenie w trumnie
# – przeczytanie straszliwej księgi (Czytacz stanowi wyjątek)
# – ujrzenie gwałtownej śmierci przyjaciela
# – ujrzenie ghula
# – spotkanie z osobą uznaną za zmarłą
# – przejście poważnych tortur
# – ujrzenie powstającego z grobu ciała
# – ujrzenie gigantycznej uciętej głowy spadającej z nieba
# – ujrzenie Wielkiego Cthulhu

Brak liczb w pobliskiej tabeli wynika z braku uważnego sczytania zasady przez opiekuna systemu. Co tam sczytania – stestowania.


Nowa zasada okazała się zmorą daleko przekraczającą „Opcjonalną zasadę szaleństwa”, która nawet nie weszła do podręcznika głównego i musiała ukazać się jako errata w „Magii i Mieczu”. Niemniej spełniła swoje zadanie, a autorom pozwoliła zarobić trochę kasy.

Wróćmy jednak do naszych bohaterów, którzy w tym feralnym momencie ze wzruszeniem obserwowali (lub brali udział) wystawną ceremonię ślubną, będącą pierwszym gwoździem do trumny ich druha, starego i wiernego Yossy, towarzysza broni i barbarzyńcy. A oto skrót:

– Czy ty, Yosso, bierzesz sobie tę kobietę za żonę i przysięgasz ją bronić, chronić i gwałcić, tak jak nakazuje obyczaj?

– Kładź się… Pewnie, że tak – odparł Yossa, który specjalnie na tę okazję nauczył się zwrotu „pewnie, że tak”.

– A czy ty…

Panna młoda powiedziała mniej więcej to samo, ale nasi przyjaciele nie byli już w stanie tego zarejestrować, gdyż właśnie zaspokajali swój apetyt na Absolut.

– Zdowie modej pały! – zakrzyknęli chórem.

– A kto z nami nie wypije… – nucił pod nosem Kartofel.

– Hej, hej, hej sokoły… – zawodził w najciemniejszym kącie Dartorunio.

– Zdrowie – wrzasnęli raz jeszcze, nieco bardziej skoordynowanie.

I wtedy stało się. Nowa zasada uprawomocniła się, a pierwszy odczuł to na swej skórze paladyn Shadowtears.

– Aaauauaaua! – zaczął krzyczeć na widok czegoś tak okropnego i przerażającego, że lepiej o tym nie wspominać z uwagi na Twoją kondycję psychiczną, drogi Czytelniku.

Aktualne PuPy Shadowtearsa: 32 (miał chłopak szczęście)

– Co się stało? – zapytał zaskoczony Signur.

– Aaauauaaua! – odpowiedział Shadowtears wskazując na niebo.

– Hm? Nie rozu… Aaauauaaua! – wrzasnął Signur ujrzawszy to, co wcześniej tak przeraziło Shadowtearsa.

Aktualne PuPy Signura: 78,1

– Co za cholera?! – spytał zdziwiony Artmar, wpatrując się w niebo. On dziwnym trafem nie był w stanie niczego ujrzeć.

– Spójrz tam! Jest wielkie. Zbliża się. Przerażające macki. Chłód. Szaleństwo. Rozpacz. Śmierć. Okropieństwo. Plugastwo. Groza. Koszmar. Nieszczęście. Koniec. Koniec. Koniec…

– …Ohyda. Zguba. Rozkład. Zgnilizna. Odór. Niebezpieczeństwo. Kataklizm. Chaos. Smutek. Tragedia. Obłuda. Obłęd. Mania… – ciągnął Signur.

Komentarz: Przeciętny Strażnik Tajemnic używa w trakcie sesji dwudziestu sześciu przymiotników opisujących stwory ze świata mitów. Mówiąc uczciwie, to o wiele mniej, niż zasób angielskiego słownictwa typowego Portorykańczyka, który przekracza zieloną granicę z zamiarem osiedlenia się we wspaniałych, wielkich, uśmiechniętych i tolerancyjnych Stanach Zjednoczonych. Jaki z tego wniosek? Odpowiedzi prosimy przysyłać na adres redakcji „Nowej Krainy Goblinów”.

– Zamknij się! – krzyknął czarnoksiężnik. – Nic tam nie ma! Nie było! I nie będzie!

Ostrogar, Chłopskie Krocze, godzina 23.46.12, 23.46.13, 23.46.14…

Nasi bohaterowie nawet nie drgnęli. Sprawa wciąż stoi w miejscu. Cała czwórka wspólnymi siłami próbuje odkryć, dlaczego na głowy wszystkich mieszkańców świata Kryształów Czasu spadła taka tragedia. Nasi chłopcy męczą się, wysilają mózgownice i gardła, nic im jednak z tego nie wychodzi. Nie wiedzą, że rozwiązanie tajemnicy jest o krok od nich.

My jednak cofnijmy się znów do chwili, gdy Yossa wraz ze swą wybranką stali u ołtarza i kończyli wypowiadać słowa przysięgi małżeńskiej. Nieszczęsny barbarzyńca uśmiechał się szeroko i oblizywał obleśnie, na myśl o zbliżającej się uczcie. Gdyby tylko wiedział, co stanie się za kilka chwil…

A tymczasem stwór, który był katalizatorem całej tej sytuacji i który pojawił się wiele mil od Ostrogaru, wykonał pierwszy, nieporadny ruch jedną ze swych stu kilkudziesięciu oślizgłych, plugawych, zielonkawo-żółtych macek. Ten niewielki ruch okazał się brzemienny w skutkach.

Twórcy systemu, a właściwie jeden z nich – ten, który jest najinteligentniejszy w promieniu pół kilometra – żeby nie być gorszym od innych, wprowadził dodatkową zasadę. Postanowił, że paladyni i astrologowie będą odporni na PuPy, a poza tym, że Shadowtears, Artmar, Signur i Yossa znikną ze świata Kryształów Czasu. Wszystko to wynikało z głupawej zawiści, albowiem twórca ów czuł się odrzucony, oszukany i upokorzony. Tak więc, gdy nasi bohaterowie przestali istnieć, na placu boju pojawił się nie kto inny, jak Paladyn Arturius.

Tadadadam! Tadadadam!

A teraz cofnijmy się jeszcze dalej wbrew nurtowi rzeki czasu i przypomnijmy sobie kilka rzeczy dotyczących tego wspaniałego, jedynego w swoim rodzaju herosa.

Paladyn Arturius

Wzrost: 180 cm w hełmie + 5 cm (Arturius ma „plus pięć do wszystkiego”)

Waga: 120 kg – 30 kg (w sytuacjach, kiedy „plus pięć do wszystkiego” jest niewygodne, Arturius ma „minus trzydzieści do wszystkiego”)

Profesja: zależnie od potrzeb, najczęściej paladyn, astrolog lub półbóg

Rasa: chciałby być reptilionem – niestety urodził się człowiekiem

Współczynniki: maksymalne + 5 (tak na wszelki wypadek)

Specjalne zdolności: patrz numer 16 MiMa

Ekwipunek: patrz numer 16 MiMa + 5 do wszystkiego

Charakter: najlepiej pasujący do sytuacji – rzadko PD, najczęściej CZ

Szkolenia: Paladyn Arturius jest mistrzem kardżu – nadnaturalnego szkolenia wojskowo-biologicznego, z dużą ilością elementów stresotwórczych, sprawnościowych i mobilizujących organizm; adepci tej sztuki uczą się poznawać najczulsze miejsca przeciwników – też zwierząt i potworów (taki jakby one nie były przeciwnikami); na szczęście nie musiał przechodzić walk rytualnych, gdyż wylosował „zwolnienie z walki”, cokolwiek miałoby to oznaczać

Umiejętności zwykłe: herpetologia, malowanie figurek, kupowanie kart, „aczkolwiek” i wiele, wiele innych

Umiejętności niezwykłe:

1) krzyki, oddziaływujące werbalno-psychologicznie na przeciwnika; jest specjalistą w krzyku zwanym „krzykiem Paladyna Arturiusa”; szczegóły w numerze 16 MiMa

2) piski i pierdnięcia, oddziaływujące werbalno-zapachowo-psychologicznie na przeciwnika; szczegóły w jednym z późniejszych numerów MiMa niż 16 (do tej pory nikt nie wie, w którym)

Gwoli przypomnienia: w numerze 16 MiMa, poza pierwszym Yossą, znalazły się także nowe oblicza magii oraz historia Arturiusa, którą tu w skrócie przytaczamy:

Paladyn Arturius był sierotą. Już w wieku młodzieńczym wsławił się czynami wielkiego męstwa. W końcu, dokonując wielu chwalebnych czynów, dorósł do wieku męskiego. W dodatku dokonał prawdziwego boskiego cudu – jeszcze żył. Na podobnych przygodach mijały lata, a jego imię stało się sławne. Niestety. Pewnego dnia Arturius wpadł do źródełka z odmładzającą wodą i wszystko zaczęło się od nowa.

Ostrogar, Chłopskie Krocze, godzina 23.47.12, 23.47.13, 23.47.14…

Yossa wreszcie dokonał epokowego odkrycia – znalazł dno beczułki z piwem. Ten fakt zmusił naszych bohaterów do dłuższego zastanowienia. Jak się później jednak okazało, był to przełomowy moment w tej historii.

My jednak znów musimy cofnąć się w czasie, by zrozumieć, co doprowadziło do tej sytuacji.

Jak pamiętamy, na scenie pojawił się Paladyn Arturius. I nie zagrzał tam długo miejsca. Prawa rynku, prawami rynku i niestety – a może na szczęście – musiał ustąpić miejsca komuś innemu. Bo któż chciałby czytać historyjki o tym niezwykłym mężu, którego największym bohaterskim czynem było rozgniecenie pająka grzechotką w kołysce? A poza tym nasi młodsi czytelnicy nigdy o nim nie słyszeli, a co więcej – Kryształy Czasu nie są już tak popularne jak przed laty. Ich miejsce zajęła prawdziwie polska, sarmacka gra fabularna Dzikie Pola! A na scenę powrócili nasi ukochani i wspaniali szlachcice.

– Cóż waćpan prawisz? – odezwał się podstarości Shadowtears herbu Nowina, podkręcając wąsiska.

– Azaliż jakem już zwrócił waćpańską uwagę, na niebie coś straszliwego się ujawniło. Iluminacja jakowaś, albo co – odrzekł dworzanin Signur.

– Kładź się, waćpanna! – dał o sobie znać Yossa, który idąc z żoną pod rękę rzucał groźne spojrzenia.

– I cóście panowie uradzili? – zapytała słodkim głosem nadobna białogłowa.

– Ano iść nam trza i zło wyplenić, jakem Shadowtears herbu Nowina!

– Ano trza, trza – poparł go infamis Artmar.

– Iść muszę, kochanie moje, obowiązek wzywa. Ojczyzna w potrzebie i mej szabli trzeba – rzekł Yossa do swej wybranki.

– Idź, mężu mój. Wracaj tylko prędko, bo uschnę z tęsknoty. Miej się ino na baczności, nie chcę bowiem cię tracić, gdy ledwie co od ołtarza odeszliśmy.

I tak oto nasi wspaniali bohaterowie zebrali manatki, skrzyknęli chorągwie, wsiedli na koń i ruszyli na stepy, na Dzikie Pola dla ojczyzny ratowania. A oto skrót wydarzeń, które rozegrały na rubieżach Rzeczypospolitej:

Yossa, Shadowtears, Artmar i, oczywiście, Signur napadli Chmielnickiego, który w przebraniu próbował dotrzeć do Tuhaj-Beja. Przy okazji zatłukli Skrzetuskiego, który przybył mu na ratunek, i tym sposobem rozwiązali wszystkie problemy miłosne Bohuna. W ten sposób Chmielnicki nie zdradził, Skrzetuski nie przeszkodził, a Bohun, który był junakiem nie lada, sam Rzeczypospolitą obronił i – już po wszystkim – Helenę za żonę pojął. A potem żyli długo i szczęśliwie. Co oczywiście nie ma nic wspólnego z problemem, z którym musieli uporać się nasi bohaterowie. Świat Kryształów Czasu wciąż był w potrzebie!

Od autorów:

– Nieźle pływamy, kolego – powiedział Tomek.

– No – odparł Andrzej.

– Może większość nas nie zrozumie, ale ci, którzy mają co nieco w czapie, będą mieli niezły ubaw – zakończył dyskusję Tomek.

– No – skwitował Andrzej, który zawsze lubi mieć ostatnie słowo.

– Tia – zakończył dyskusję Tomek, który też lubi mieć ostatnie słowo, a poza tym pisze na klawiaturze.

Ostrogar, Chłopskie Krocze, godzina 23.48.12, 23.48.13, 23.48.14…

Nasi bohaterowie są zmęczeni. Czas płynie, a im nic nie wychodzi. Alkohol nie daje pociechy, najlepsze lata już za nimi, a na dodatek Kartofel zniknął gdzieś z kasą na żarcie. A zadanie wciąż nie zostało wypełnione. Misja czeka. Autorzy niniejszego tekstu również czekają na twórczą wenę, która pozwoli im pchnąć fabułę do przodu.

Tymczasem ja – Wasz narrator – mogę raz jeszcze wspomnieć przeszłość i opowiedzieć o tym, co zdarzyło się między uratowaniem Rzeczypospolitej a niniejszą chwilą. I muszę przyznać, że jest o czym opowiadać.

Nieliczna grupka herosów pędziła konno ku Ostrogarowi – stolicy i największemu miastu Archipelagu Centralnego. Połykali mile za milą, spiesząc się do celu i licząc na to, że nie oszaleją widząc jakieś tajemnicze zarośla, wiewiórki czy psy.

– Dlaczego jedziemy do Ostrogaru? – spytał przytomnie Artmar, trzymający na kolanach swego młodego jeszcze syna.

– Jak to dlaczego? To stolica. To centrum. Tam na pewno znajdziemy rozwiązanie – odparł pewnym głosem Signur.

– Ale dlaczego? – spytał Aluś.

– Czy ktoś mógłby uciszyć tego bachora. To już sto dwudzieste ósme „dlaczego” w ciągu ostatnich trzydziestu pięciu minut i czterdziestu dwóch sekund. Mam już tego naprawdę dość! – warknął Shadowtears.

– Zapomniałeś dodać kilkunastu „a po co” i paru „skąd” – poprawił go Signur.

– Dlaczego uciszyć? – dopytywał się nieświadomy niczego Aluś.

– Łargh! – warknął Yossa, który też miał już dość ciągłych pytań malca.

– Widzisz Yossa? Po co się żeniłeś? Za dwa, trzy lata będziesz miał kilka takich bachorów. Za dziesięć – kilkanaście. I każde z nich od rana do wieczora będzie nieustannie powtarzało „dlaczego”,a w najlepszym wypadku: „kładź się”.

– Żadne obce zło nie dotyka mnie! – odparł nie znoszącym sprzeciwu głosem Yossa.

– Ale cię dotknie, pacanie! – powiedział Artmar. – Spójrz na mnie. Wiem coś o tym… Wyobraź sobie taką sytuację. Wracasz z wyprawy. Udało ci się zarobić co nieco i masz pewne plany co do kaski, którą udało ci się zgarnąć. Nic szczególnego: kilka gierek, jakiś nowy sprzęcik – maczuga najnowszej generacji z turbodoładowaniem czy pała samopowrotu wersja PIII. A tu nic. W drzwiach, zaraz na progu wita cię ona. Twa towarzyszka życia. Na dobre, he, he, i złe. I twoje PIII może się… wiesz, co może się. Wyciąga łapę i po kasie. Co więcej, jak sama coś do domu przyniesie, to jest jej, a nie twoje. Pamiętaj, Yossa. I żebyś mi później nie płakał, że nic nie wiedziałeś. Wszyscy cię ostrzegaliśmy! Nawet Kartofel.

– No, no, no – przytaknął kłusujący na końcu Kartofel.

Na tej niezwykle interesującej pogawędce mijał naszym herosom czas. Aluś oczywiście nie przestał pytać w kółko i naokrągło. Nasi przyjaciele bez przerwy zadręczali Yossę, a mrok nad Ostrogarem stawał się coraz gęstszy. I nagle, gdy byli już zaledwie o kilka rzutów bojową pałą PIII od miasta, zostali zaatakowani! W normalnych warunkach nasi chłopcy daliby sobie radę z bandą wilkołaków raz-dwa-trzy. Ale nie teraz. O nie. Nowa zasada była straszna!

W pierwszej chwili wszyscy – z wyjątkiem Alusia – zamarli w bezruchu. A potem zaczęły dziać się straszne rzeczy.

Aktualne PuPy Signura: 65,1

Aktualne PuPy Shadowtearsa: 20

Aktualne PuPy Yossy: 30

Aktualne PuPy Artmara: 65

Aktualne PuPy Kartofla: 1

Shadowtears nabawił się fobii: każda broń wydawała mu się teraz przerażająca. Nie mógł jej dotykać, oglądać, a nawet słyszeć jej szczęku. To na zawsze go odmieniło.

Przemiana Artmara była bardziej subtelna. Na pierwszy rzut oka niby nic się nie stało. Jednak, w głębi duszy czarnoksiężnik poczuł w sobie miłość do muzyki. Wkrótce później postanowił zostać największym bardem Orkusa. Wymyślił też nowy styl muzyczny. Niestety, wszystko na marne, ponieważ w Kryształach Czasu nie istnieje profesja barda. A poza tym dlatego, że punkty doświadczenia dostaje się tylko za zabijanie przeciwników oraz skarby (wyjątkiem jest kupiec, który może po wykonaniu kilku rzutów wejść do gry nawet na piątym poziomie! – ale to tylko potwierdza teorię, że w życiu liczy się tylko kasa).

Kartofel spadł z konia, usiadł na tyłku i tak już został – na wieki. Wierny sługa Shadowtears w końcu zrozumiał, jak błędne było jego podejście do życia. Postanowił zrezygnować z hulanek, swawoli i się ustatkować. A ponieważ nie miał zbyt wiele rozumku, więc uznał ustatkowanie się za odebranie wolności osobistej i ostateczną śmierć za życia.

Obłęd Yossy okazał się niezwykle niezwykły. Mrukliwy dotąd barbarzyńca stał się nagle niesamowicie wylewny. W końcu mógł powiedzieć to, co leżało mu na sercu przez wiele lat i czego nie potrafił przyjaciołom w żaden sposób przekazać – ogromu przyjaźni i targających nim uczuć. Trudno w to uwierzyć, ale naszym wielkim barbarzyńcom przez lata targały wielkie uczucia, żądze i pasje. Obłęd to wszystko wyzwolił i obdarzył go geniuszem, pozwalającym w jednym wypowiedzianym wtedy słowie zawrzeć cały sens rzeczy i istnienia.

Konkurs Yossy! Jak brzmiało słowo, które wypowiedział barbarzyńca? Wybierz jedną z odpowiedzi i zadzwoń na numer: 000010110630. Koszt połączenia: 4,13 sz/minutę. W konkursie mogą brać udział tylko osoby poniżej dwunastu lat. A oto możliwe odpowiedzi:
1) Kasa
2) Dziwka
3) Uhaaahuaa
4) W imię zasad skur..ynu
5) Kończ, waść, wstydu oszczędź
6) Co ty wiesz o zabijaniu
7) Yossarian to nazwisko Yossariana
8) Jaki jest twój ulubiony kolor?
9) Żarło
10) Zielone berety to ja jadam na śniadanie

Prawidłową odpowiedź prosimy przesłać pocztą.

Signur zachował największą przytomność umysłu, a poza tym już kiedyś miał do czynienia z wilkołakami i wiedział, jak sobie radzić w takich sytuacjach. Szybko zeskoczył z konia, opadł na wszystkie kończyny, warkną, szczęknął i pokazał kły. A potem rzucił się w wir walki i zagryzł biedne, wymierające na Orkusie istoty, wpisane na listę zagrożonych wymarciem gatunków.

 A propos listy gatunków zagrożonych wymarciem. Wszyscy poszukiwacze przygód powinni pamiętać o chronionych gatunkach, okresach ochronnych i wymiarach zwierzyny. Przypominamy również o konieczności zdawania egzaminów ze znajomości wspomnianych przepisów – raz na rok w odpowiednich placówkach.

Misja była zagrożona, a nasi bohaterowie popadli w obłęd. Wydawało się, że nic już nie uratuje Kryształów Czasu. Na szczęście okazało się, że twórcy wypuścili ostatnie uzupełnienie, dzięki któremu oszalałe postacie mogły po pewnym czasie wrócić do normalności. W końcu nasi bohaterowie odzyskali zdrowy rozsądek i z przerażeniem stwierdzili, że Signur został ugryziony przez wilkołaka! Co to znaczy, nie trzeba chyba nikomu mówić. Niebezpieczeństwo związane z tego typu przypadkiem zna każdy doświadczony poszukiwacz przygód. Żaden jednak z naszych bohaterów nie spotkał się z tak dziwną reakcją na ślinę wilkołaka. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, Drodzy Czytelnicy, że Signur jest istotą niezwykle wrażliwą i uczuloną na wiele rzeczy. Na czarnej liście jego zakazanych uciech znajdują się: potrawy rybne, normalne dziewczyny (wybiera sobie tylko bardziej pokręcone od siebie), gry komputerowe w rodzaju Diablo, lenistwo, jad przeróżnych owadów i wiele innych dziwnych rzeczy. Tak więc Signur zamiast – jak na zwykłego poszukiwacza przygód przystało – przemienić się po prostu w wilkołaka przy okazji jakiejś pełni, zaczął puchnąć. I nie było to takie proste puchnięcie. Nie, nie! Signur puchł niczym nadmuchiwany balon, urastając do gigantycznych rozmiarów.

– Musimy coś z tym zrobić! – zadecydował Shadowtears.

– A dlaczego? – spytał Aluś.

– Bo Signur jest chory – odparł Artmar.

– A dlaczego?

– Bo ugryzł go wilkołak.

– A po co?

– Bo to leży w naturze wilkołaków.

– A dlaczego?

– Bo takie już są.

– A dla…?

– Dość tego! – zawarczał Shadowtears, jednocześnie zasłaniając usta Alusiowi z brutalnością godną upadłego paladyna. – Ten dzieciak mnie wykończy.

– Precz z łapami od mojego syna! – krzyknął Artmar, rzucając się na Shadowtearsa. – Albo dam ci…

– Ratunku!!! – przerwał kłótnię Signur, który nagle zaczął unosić się w powietrze. – Niech ktoś mi pomoże!

– Rety, łapcie go! – krzyknął Kartofel, skacząc na swych krótkich nóżkach (złośliwi twierdzą, że kaczych).

Artmar nie namyślał się długo – od razu zaczął pleść jedno ze swych podręcznych zaklęć.

– Nie rób…! – krzyknął Shadowtears, próbując ostrzec przyjaciela. Ale było już za późno. Artmar rzucił zaklęcie.

Naszym Czytelnikom należy się krótkie wyjaśnienie: Rzucanie czarów i ich efekty również wywołują utratę PuP. A oto lista czarów, występujących w Kryształach Czasu i liczba traconych PuP (…). (Ponieważ byłoby to już zbytnie lanie wody, lista została usunięta – red. nacz.)

Na szczęście tym razem nasi ukochani śmiałkowie lepiej oparli się działaniu nowej zasady. Byli tylko przez chwilę zamroczeni, i to w dodatku nie wszyscy. Yossa jak zwykle zachował zimną krew i chwycił odlatującego przyjaciela za poły szaty. Signur na chwilę przestał się unosić, jednak nikt – nawet potężny barbarzyńca – nie był w stanie powstrzymać puchnącego maga. Po chwili obaj zaczęli lecieć w przestworza, krzycząc:

– Pomocy!

– Szerzej!

– Artmar, Kartofel, wskakujemy na Signura! – rozkazał Shadowtears. – Szybko! Bo nam uciekną!

Widok z boku musiał być co najmniej komiczny. Napęczniały Signur unoszący się kilka metrów nad ziemią i chwytający go za różne części ciała przyjaciele. Wszyscy krzyczą. Trzymany przez Artmara Aluś płacze. Signur wyzywa Yossę od najgorszych. A Shadowtears wdrapuje się na plecy przyjaciela.

– Pomóżcie! Umieram! – panikuje Signur. – Jestem uczulony na ugryzienia wilkołaków! To już nie pierwszy raz! Jak miałem pięć lat, wydarzyło się coś podobnego. I zanim ktokolwiek zdołał zareagować, wzbiłem się w powietrze i latałem, latałem, latałem. Rodzice odnaleźli mnie dopiero po dwóch dniach, co nie było trudne, gdyż moje rosnące ciało przesłoniło słońca i spowodowało zaćmienie.

– Przesadzasz, Signur – uspokoił towarzysza Shadowtears, który w tym czasie zdążył usadowić się na jego plecach, a teraz pomagał reszcie drużyny uczynić to samo. – Aż tak duży być nie mogłeś.

– Jak to nie mogłem! Jak mówię, że byłem, to znaczy, że byłem! I basta! A teraz złaź ze mnie!

– Nie przejmuj się, Signur. Jak wtedy nie umarłeś, nie umrzesz i teraz. A że wiatr mamy sprzyjający, wkrótce dotrzemy do Ostrogaru.

– Zabierzecie mnie do wiedźmy Gorące Usta. Ona mnie uratuje.

– A co to za jedna? – zapytał Artmar. – Nigdy o niej nie słyszałem.

– Taka tam. Przyjmuje w zaułku rozpusty.

– A, to taka wiedźma – uśmiechnął się pod wąsem Shadowtears, po czym stanął tuż za głową Signura i krzyknął: – Naprzód, przyjaciele! Do Ostrogaru! Ratować świat!

To była niezwykła podróż. Czterech mężczyzn na Signurze – nie licząc dziecka – pędziło przez przestworza, zmierzając ku przeznaczeniu. Po pewnym czasie ta powietrzna żegluga zaczęła im się tak bardzo podobać, że o mało nie zrezygnowali z uratowania świata Kryształów Czasu. Jednak poczucie obowiązku i przede wszystkim pogarszająca się pogoda sprawiły, że postanowili wylądować.

Drogi Czytelniku, nie będę opisywał ile męstwa, odwagi oraz szczęścia wymagało posadzenie Signura na powierzchni ziemi. Zajęłoby to zbyt wiele miejsca i czasu, a poza tym byłoby śmiertelnie nudne. Powiem tylko, że po ponad trzynastu godzinach nasi bohaterowie wylądowali tam, gdzie chcieli – na największym płaskim dachu w Ostrogarze. Do jednego z kominów przywiązali linę, na której drugim końcu unosił się Signur.

– Poczekaj tu na nas – rozkazał Shadowtears. – I nie waż się ruszać przed naszym powrotem. Jasne, żołnierzu?

– Jasne, jasne – wystękał Signur. – Tylko nie mów do mnie żołnierzu. Wiesz, że nie lubię wojska. Musiałem zachorować, byleby uniknąć poboru do armii Katana.

– Nigdy mi o tym nie opowiadałeś – zagadną Shadowtears, który był dumny z odbytej służby i uważał, że wszyscy, którzy nie zakosztowali tego przywileju, byli dupkami, tchórzami i mięczakami.

– Nie musisz wszystkiego o mnie wiedzieć – odparł unoszony podmuchami wiatru Signur, który był dumny z nieodbytej służby i uważał, że wszyscy, którzy zakosztowali tego przywileju, byli dupkami, twardogłowymi i leszczami.

– Chodźmy już – odezwał się Artmar. – Mamy zadanie do wykonania.

I tak oto cała czwórka, w towarzystwie małego Alusia, wyruszyła na poszukiwanie wiedźmy o poetyckim imieniu Gorące Usta. Nie będę zanudzał Cię, Czytelniku, szczegółami tego niezwykle niebezpiecznego wyczynu. Dość, że nasi bohaterowie zdołali uniknąć pokus i wszelakich chorób, sprowadzili do Signura wiedźmę, a ona sprowadziła elfa na ziemię – dosłownie i w przenośni. Gdy zakończyła zabieg, Signur zdołał wydusić z siebie tylko:

– O jak dobrze… znowu być sobą.

– Należy się pięćdziesiąt. I dziesięć za kiełbaskę… której zapragnął ten duży z głupim uśmiechem.

– Masz tu sto, wiedźmo. Znaj gest pana – stwierdził Shadowtears, rzucając kobiecie jedną z sakiewek, które miał przytroczone do pasa.

– Dziękuję, panie – odparła z szelmowskim uśmiechem Gorące Usta i zniknęła, jak na wiedźmę przystało.

Gdy bohaterowie zeszli z dachu na ulicę, Shadowtears zaczął z niepokojem przeglądać swe sakiewki. W końcu, cały czerwony na twarzy, stwierdził:

– Wiecie co, dałem jej mitril zamiast złota!

Nie muszę chyba Ci opisywać, Drogi Czytelniku, jaką wywołało to reakcję towarzyszy Shadowtears, którzy – jak przystało na przyjaciół – bardzo go „pocieszali”.

– Hej, panowie! – oznajmił nagle Kartofel. – Wiem już, jak uratować świat Kryształów Czasu!

– Cicho siedź, Kartofel – rozkazał Shadowtears i zachichotał na myśl o tym, że jego pachołek mógłby wpaść na jakiś pomysł.

– Ale ja naprawdę wiem! – upierał się kaczonogi sługa.

– Powiedziałem już: siedź cicho. Nie rozumiesz?

– Ależ panie…

– Daj mu mówić – stwierdził litościwym tonem Artmar. – Niech się wykaże.

– Dobrze, gadaj. Byle szybko – zgodził się wielce szacowny paladyn Shadowtears.

– No więc… tego… Musimy zabić Alusia…

– Zabić Alusia?! – krzyknęli wszyscy zdziwieni.

– Zabić Alusia? – zapytał Aluś. – A dlaczego?

– A kur… dlatego! – warknął Shadowtears.

– Usmażę tego psa na piekielnym ogniu! – wściekł się Artmar, do którego dotarło, że drużyna chce się pozbyć jego syna, i zaczął recytować słowa potężnego zaklęcia, mającego przemienić w proch biednego Kartofla. Na szczęście, zaklęcie nie zadziałało – było z trzeciego poziomu czarów specjalnych, a poziom ten nigdzie nie został jeszcze opisany.

– Spokojnie, panowie. Nie dajmy ponieść się emocjom – jak zwykle uspokajał Signur. – To musi mieć jakieś logiczne wyjaśnienie. Kartoflu, powiedz nam, skąd ten niedorzeczny pomysł, żeby pozbyć się tego „cudownego” dziecka.

– To znaczy… To proste… Aluś przez cały czas pytał dlaczego. I zadając to pytanie w kółko i na okrągło, obnażył wszelaką głupotę, kretynizm i bezsensowność naszej rzeczywistości. Dotarł do podstawy świata Kryształów Czasu i pokazał, że drży on i chwieje się, jeśli tylko zadać to proste pytanie. Rozumiecie?

– Jasne – przytaknął Yossa, z typowym dla siebie uśmiechem na twarzy.

– A więc do dzieła – rozkazał Shadowtears. I wkrótce było już po wszystkim.

Ostrogar, Chłopskie Krocze, godzina 23.48.12, 23.48.13, 23.48.14…

Nasi przyjaciele piją już kolejną godzinę – z żalu, po niewinnym dziecięciu. Tak, tak, Aluś był niewinnym dziecięciem, o czym ja, nie chwaląc się, wiedziałem cały czas. Nie omieszkałem nawet chichotać nieco głośniej i bardziej gardłowo, gdy ta banda rzuciła się na niego i rozerwała na strzępy. A co się później stało? Najpierw nic się nie zmieniło, ale nasi chłopcy stwierdzili, że to nic dziwnego – na zmiany potrzeba nieco czasu. Kartofel zdążył już nawet opowiedzieć o wspaniałej piątce herosów, która ocaliła świat. Nie omieszkał kilkakrotnie zaznaczyć, że on również należy do drużyny na równych prawach, co wpierw niepokoiło Shadowtearsa, a potem już tylko śmieszyło.

A potem…

Potem nadal nic się nie zmieniało. Do chwili, w której z podziemi wyłoniła się wielka, ogromna, przerażająca, oślizgła, plugawa macka.

Ostateczne PuPy Signura: 1,1

Ostateczne PuPy Shadowtearsa: 1

Ostateczne PuPy Yossy: 1

Ostateczne PuPy Artmara: 1

Ostateczne PuPy Kartofla: 0

– Jak to?! Przecież… – zdołał jeszcze wydusić z siebie Kartofel, a potem odnóże zawinęło się wokół jego ciała i wciągnęło go pod ziemię. Przyjaciele usłyszeliby mlaskanie, gdyby nie to, że byli z szokowani okropieństwem swego czynu. Powoli docierała do nich straszna prawda. Aluś był niewinny. Sprawa macek nie została rozwiązana.

No cóż, nawet najwięksi bohaterowie się czasem mylą, hi, hi, hi, hi…


więcej...