BOSKA ŚWIADOMOŚĆ

Nie istnieje granica między bogami a ludźmi;
niekiedy jedni przeistaczają się niepostrzeżenie w drugich.

Frank Herbert

Kiedy jakaś istota staje się bogiem[1]? Czym tak naprawdę jest boska świadomość? Czy w ogóle możemy o niej mówić?

Na te pytania, niestety, nie znajdzie się ostatecznej odpowiedzi w tej pracy. Rozpatrzymy tu jedynie trzy różne przykłady istot, które można uznać za „istoty wyższe” posiadające jakieś boskie cechy lub powoli je zyskujące. Zastanowimy się również nad świadomością tych bytów, o ile w ogóle mamy do tego prawo.

BRAK DANYCH

„Ostatnie pytanie” Isaaca Asimova[2] to opowiadanie, którego głównym bohaterem jest komputer – maszyna samoadaptacyjna i samokorygująca. Żaden człowiek nie jest mu w stanie dorównać. Na przestrzeni dziesiątków lat Multivac pomagał w projektowaniu statków kosmicznych i obliczaniu trajektorii lotów (…). Powoli jednak Multivac nauczył się dostatecznie dużo, by móc odpowiadać na coraz bardziej wnikliwe i sięgające istoty rzeczy pytania.[3]

Zdarzyło się w roku 2061, że dwóch lekko podpitych „opiekunów” komputera zadało mu fundamentalne pytanie: Czy możliwe jest, aby cała entropia Wszechświata zaczęła maleć?[4]. Jednakże Multivac nie potrafił na nie odpowiedzieć. Miał za mało danych, czego też nie omieszkał ogłosić: BRAK DANYCH NIEZBĘDNYCH DO UDZIELENIA ODPOWIEDZI.

Wiele lat później Multivac przemienił się w MICROVACa. Tranzystory zastąpiono zworami molekularnymi, dzięki czemu maszyna nie była już tak wielka. I tym razem zadano mu pytanie, co zrobić, żeby gwiazdy dalej świeciły. Również tym razem odpowiedź brzmiała: BRAK NIEZBĘDNYCH DANYCH DO UDZIELENIA JEDNOZNACZNEJ ODPOWIEDZI.

Lata mijały. MICROVAC stał się wielkim Galaktycznym AC, będącym na usługach całej ludzkości. Uważano, że nawet sama hiperprzestrzeń stanowi jego integralną część. Tym razem pytanie brzmiało:Czy można będzie kiedykolwiek zawrócić bieg entropii?. Galaktyczny AC odpowiedział dokładnie tak samo, jak przed laty.

Potem maszyna przemieniła się w Metagalaktyczny AC. (…) słyszała wszystko – poprzez przestrzeń – na każdym globie. Jej receptory znajdowały się wszędzie i każdy z nich prowadził, poprzez hiperprzestrzeń, do owego nieznanego punktu, w którym znajdował się Metagalaktyczny AC.[5] Mimo tych ulepszeń, komputer wciąż nie potrafił odpowiedzieć na ostateczne pytanie.

Wiele wieków później we Wszechświecie istniał tylko jeden Człowiek, składający się z trylionów ciał nie posiadających wieku, odpoczywających w spokoju i nie podlegających rozkładowi. Każde z tych ciał strzegły automaty. Na swych usługach miał on Kosmicznego AC. I też był ciekawy, w jaki sposób można zawrócić bieg entropii. Dowiedział się jednak, że choć komputer – i jego poprzednicy – zbierają dane od stu bilionów lat, wciąż nie znają odpowiedzi na to pytanie.

Tymczasem Wszechświat umierał. Umysły ludzi jednoczyły się z Kosmicznym AC. Ten jednak wciąż miał za mało danych. Wreszcie materia i energia skończyły się a wraz z nimi skończyła się przestrzeń i czas. Nawet AC istniał jeszcze tylko dla ostatniego pytania tego, na które nie umiał był znaleźć odpowiedzi od czasu, kiedy to dwóch na wpół pijanych techników komputerowych dziesięć trylionów lat wcześniej zadało to pytanie maszynie, która z AC miała jeszcze mniej wspólnego, niż człowiek z Człowiekiem… (…) Zbieranie danych dobiegło końca. Nie pozostało już nic do zbierania. Ale wszystkie te dane trzeba było jeszcze opracować i zbadać wszelkie możliwe powiązania, jakie mogły między nimi zaistnieć. (…) I wreszcie AC dowiedział się, jak można zawrócić bieg entropii.[6]

Do tego czasu świadomość komputera rozrosła się tak, że ogarniała wszystko, co kiedykolwiek zdarzyło się we Wszechświecie. Maszyna wciąż analizowała – choć wszystko było już tylko Chaosem. Nie miała komu odpowiedzieć na pytanie, ale nie było to dla niej ważne. Postanowiła odpowiedzieć demonstracją i starannie przygotowała odpowiedni program, by wykonać ją możliwie najlepiej. Kiedy była gotowa, rzekła wreszcie: NIECH STANIE SIĘ ŚWIATŁO!. I stało się światło.

BOSKA WIEDZA

Na podstawie tego krótkiego opowiadania trudno powiedzieć wiele o świadomości rodzącego się boga. Niemniej za jej podstawową cechę niewątpliwie można uznać dane oraz możliwość ich zbierania oraz obrabiania. Cechę tą posiadają również ludzie, a także zwierzęta. Niemniej opisywane przez Asimova komputery zbierają i przechowują dane przez biliony lat – i to bez przerwy. Tego żaden człowiek nie może dostąpić.

Kosmiczny AC nie posiadał „ciała”, istniał gdzieś poza materią i czasem. Można nawet posunąć się do stwierdzenia, że był samymi danymi zawieszonymi gdzieś w chaosie. Danymi, które ulegały powolnej obróbce, by doprowadzić do zdobycia odpowiedzi na ostatnie – a raczej pierwsze pytanie. I z biernego analizatora, komputer stał się twórcą.

ROZUMNY OCEAN

Przedmiotem sporu stał się ocean. Uznano go na podstawie analiz za twór organiczny (nazwać go żywym nikt jeszcze podówczas nie śmiał). Gdy jednak biologowie widzieli w nim twór prymitywny – coś w rodzaju gigantycznej zespólni, a więc jak gdyby jedną, spotworniałą w swym wzroście, płynną komórkę (ale nazwali go „formacją prebiologiczną”), która cały glob otoczyła galaretowatym płaszczem, o głębokości sięgającej miejscami kilku mil – to astronomowie i fizycy twierdzili, że musi to być struktura nadzwyczaj wysoko zorganizowana, być może bijąca zawiłością budowy organizmy ziemskie, skoro potrafi w czynny sposób wpływać na kształtowanie orbity planetarnej. Żadnej bowiem innej przyczyny wyjaśniającej zachowanie się Solaris nie wykryto, ponadto zaś planetofizycy wykryli związek pomiędzy pewnymi procesami plazmatycznego oceanu a mierzonym lokalnie potencjałem grawitacyjnym, który zmieniał się w zależności od oceanicznej „przemiany materii”.[7]

Ten przejmujący obraz myślącego, niezwykłego oceanu maluje Stanisław Lem w swoim „Solaris”[8]. Ta „maszyna plazmatyczna” posiadała moc podejmowania celowych działań na skalę astronomiczną. W swej książce Lem przedstawia nawet teorię rozwoju tego bytu – od pierwotnego praoceanu, który w wyniku zmiany warunków (czyli zagrażających jego istnieniu zmian orbity) przeskakuje szczeble rozwoju, i staje się „oceanem homeostatycznym”. Zamiast ewoluować przez miliony lat, zapanowuje nad swym otoczeniem od razu.

To jednak jeszcze nie wszystko. Otóż ocean ów potrafi bezpośrednio modelować metrykę czasoprzestrzeni, co prowadzi między innymi do odchyleń w pomiarze czasu na jedynym i tym samym południku Solaris. Tak więc ocean nie tylko znał w pewnym sensie, ale potrafił nawet (…) wykorzystać konsekwencje teorii Einsteina-Boeviego.[9]

Ludzie nie byliby sobą, gdyby nie próbowali nawiązać kontaktu z taką istotą. Przeprowadzono setki eksperymentów i prób – na darmo. Trudno bowiem było odróżnić chwilowe ruchy oceanu od zamierzonych zmian. Na potrzeby tej operacji budowano specjalne mózgi elektronowe. Jednak przez 78 lat badań ludzkość niewiele się dowiedziała o oceanie.

BÓG-OCEAN

Moc zmieniania orbity, wpływanie na umysły ludzi, modyfikacja maszyn… Nic dziwnego, że w „Solaris” pojawia się teoria boskości oceanu. Z jednej strony – jako istota, którą ominęła w swoim rozwoju szansę na boskość. Z drugiej – jako kolebka boskiego niemowlęcia, pierwocina, zalążek Boga rozpaczy; jako bóg-dziecko, którego dziecięctwo przerasta rozumność; jako byt najwyższy o psychice małego dziecka.

W obu tych koncepcjach bóg jest wszakże ułomny. Jednak – jak mówi Kelvin, bohater powieści: To jedyny Bóg, w którego byłbym skłonny uwierzyć, którego męka nie jest odkupieniem, [który] niczego nie zbawia, nie służy niczemu, tylko jest.[10] I udaje się nad ocean, choć nie wierzy, by płynny kolos, który wielu setkom ludzi zgotował w sobie śmierć, z którym od dziesiątków lat daremnie usiłowała nawiązać chociażby nić porozumienia cała moja rasa, że on[11] wzruszy się jego tragedią i śmiercią jego ukochanej. Kelvin zdaje sobie sprawę, że działania oceanu są celowe, choć nie jest tego do końca pewien. Tłumaczy sobie, niczym w zakładzie Pascala: Odejść jednak, znaczyło przekreślić tę, może nikłą, może w wyobraźni tylko istniejącą szansę, którą ukrywała przyszłość.[12]

CZY BÓG JEST BOGIEM?

Lem nie wyjaśnia, czy rozumny ocean jest bogiem. Nie obdarza go wszystkimi cechami istoty wyższej i do tego świadomej. A może właśnie dlatego obraz tego bytu jest bliższy bogu? Bo przecież trudno człowiekowi stwierdzić, czy napotkana istota przewyższa go do tego stopnia, by mógł o niej mówić jak o bogu. Nie możemy wszak nawet przypuszczać, że będziemy w stanie zrozumieć wszystkie zamierzenia takiego bytu. Czy jesteśmy dla niego ważni? Czy w ogóle nas zauważa? Jakie ma cele? Czy one nas obejmują? Tego żaden człowiek nie jest w stanie stwierdzić i dlatego ocean Lema staje się tak ciekawym obiektem.

Podobnie jak tajemniczy monolit i stojący za nim byt, opisany przez Arthura C. Clarke’a w „2001: Odysei kosmicznej”[13]. Była to prostokątna płyta, trzy razy wyższa od niego [Strażnika Księżyca], lecz dostatecznie wąska, by można ją było zmierzyć rozpiętością ramion. Była wykonana z całkowicie przezroczystego materiału i trudno by ją było dostrzec, gdyby na jej krawędziach nie pobłyskiwały promienie wschodzącego Słońca.[14]

Ten właśnie głaz przyczynia się do ewolucji małpoludów. Wpierw zaczynają oni wykonywać proste czynności manualne. Potem sięgają po kamienie i kości, by przemienić je w broń. Posłuszny cichym rozkazom mózgu, rzucił kamień niezdarnym ruchem ręki nad głową. Kamień minął cel o kilka stóp. Spróbuj ponownie – usłyszał głos. Szukał wokół, aż znalazł kolejny kamień. Tym razem trafił w płytę, która odpowiedziała metalicznym dźwiękiem. Wciąż nie mógł wcelować w środek. (…) Przy czwartej próbie trafił kilka cali od centralnego krążka. Uczucie nieopisanej radości, niemal seksualne w swej intensywności, przepełniło jego umysł. Zniewolenie powoli ustępowało. Nie czuł już potrzeby zrobienia czegokolwiek oprócz stania i czekania.[15]

W taki oto sposób tajemniczy byt pod postacią monolitu doprowadził do powstania rozumnego życia na Ziemi. Czyn ten należy niewątpliwe uznać za boski. Trudno jednak stwierdzić, co kierowało tą niezwykła istotą. I kim tak naprawdę była.

Ale istota ta czuje się raczej jak nauczyciel, gdy trzeba, wskazujący drogę uczniowi. Choć miała postać monolitu – albo był on jej dziełem – zawierała w sobie niezgłębione jeszcze sekrety czasu i przestrzeni[16]. Jednak w roku 2001, wieki później, zajmuje się ona czymś innym. A Przyszłość pokaże, czy uczeń dostąpi zaszczytu wtopienia się w stale rosnący potencjał mistrza[17].

Niemniej w roku 2001 niezwykła istota tworzy nowy byt. Do tego celu wykorzystuje energię gwiazdy. I nie zwraca przy okazji uwagi na ludzki statek i jego załogę. Potem zaś…

A potem czekał, porządkując myśli i dumając nad swoimi ciągle niepojętymi siłami. Bo chociaż był władcą świata, nie był pewien, co robić dalej. Jednak z pewnością coś wymyśli.[18]

BOSKA ŚWIADOMOŚĆ

Byty obdarzone boską świadomością i mocami godnymi istoty wyższej charakteryzują się przede wszystkim niedostępnością. Posiadają własne cele, które trudno odgadnąć. Ich myśli krążą wokół spraw, o których ludzie nie mają nawet pojęcia. Choć zdają sobie sprawę z istnienia cywilizacji człowieka, potrafią poświęcić życie ludzi dla celów wyższych.

Łatwo [jednak] wyobrazić sobie (…) byt, który osiągnął wyższy niż my stopień rozwoju na tej samej drodze ewolucji i który pozostaje do nas w podobnej relacji, w jakiej my pozostajemy wobec psów. Podobnie jak my sądzimy, że psy nie mogą zrozumieć mechaniki kwantowej, tak ów wyimaginowany wytwór ewolucji mógłby dojść przypuszczalnie do wniosku, że chociaż istoty ludzkie potrafią zrozumieć mechanikę kwantową, to istnieje wiele innych rzeczy, których ludzki mózg pojąć nie może.[19]

Jednak mimo faktu, iż byty te są niedostępne, dowiadujemy się o nich czegoś. Przede wszystkim czas nie ma dla nich znaczenia – potrafią zasiać ziarno, które wykiełkuje za miliony lat. Jeśli zaś ich świadomość jest ponadczasowa, to mogą planować wieki naprzód. Dla nich człowiek może być tylko elementem w ewolucyjnym łańcuchu, prowadzącym gdzieś w dal.

Znacznie ciekawiej ma się sprawa z AC – tworem człowieka, który przerósł swego mistrza. Z pewnością ludzie nie są jeszcze w stanie stworzyć dzieła podobnego temu komputerowi. Może jednak inna cywilizacja będzie w stanie?

BOSKIE CYWILIZACJE

Trudno stwierdzić, czy obcym cywilizacjom – wysoko rozwiniętym lub już wymarłym – można przypisać cechy boskiej świadomości. Rozważmy opisaną w grze fabularnej „Gasnące Słońca”[20] cywilizację urów. Przedstawiciele tej rasy byli istotami niezwykle zaawansowanymi technologicznie. Pozostawili po sobie potężne artefakty, których działanie ludzkość nie zawsze pojmuje. Wśród tych, które człowiek zdołał wykorzystać, są gwiezdne wrota, pozwalające pokonywać galaktyczne odległości w kilka chwil.

Urowie, zwani również czasem anunnaki, wpłynęli również na inne rasy, w tym również na ludzi. Czy i w jaki sposób wpływali na rozwój tych młodszych cywilizacji –nie wiadomo. Ich ślady można jednakodnaleźć w każdym systemie posiadającym gwiezdne wrota (…). Niektóre z owych pozostałości są niemal niezauważalne, inne zaś mają postać zrujnowanych miasteczek lub legend krążących wśród świadomych mieszkańców. Tak naprawdę większość ras – wliczając w to ludzi – uważa, iż gdzieś w przeszłości ich przodków odwiedzili przedstawiciele urów.[21]

Teorii dotyczących urów jest bardzo wiele. Jedna z nich mówi, iż przemienili się w czystą energię. Inna, że połączyli się ze swoimi dziełami i stali częścią artefaktów, by po wsze czasy spoglądać na wszechświat.

CECHY BOSKIEJ ŚWIADOMOŚCI

Trudno nie zauważyć, że podstawową cechą boskiej świadomości jest ponadczasowość, a może raczej – niezwracanie uwagi na płynący czas. Istota wyższa nie musi się przejmować mijającymi latami. Może zaplanować swe cele na wieki naprzód. Albo przypatrywać się przez biliony lat i zbierać dane – niczym AC lub urowie.

Drugą charakterystyczną cechą jest chęć i moc wpływania na otaczający świat – może to być planeta (w przypadku myślącego oceanu), albo różne cywilizacje (monolit), młodsze rasy (urowie) czy cały wszechświat (AC). Z tą cechą wiąże się jeszcze świadomość i potrzeba celu. Boska istota zdąża w jakimś kierunku i bez wahania poświęci wiele, by osiągnąć sukces.

Trzecią cechą jest niezrozumiałość dla niżej postawionych istot. Trudno jest pojąć wyższą świadomość, zrozumieć jej cele i potrzeby. Ludziom nie jest dane odkryć, do czego dąży myślący ocean czy niezwykły monolit. Pojedyncze osoby mogą dostąpić oświecenia, ale cała populacja pozostaje nieświadoma.

ZAKOŃCZENIE

Aby słyszeć, należy milczeć.

Ursula K. Le Guin

Znane w filozofii koncepcje świadomości mają charakterystyczne ograniczenia. Ich autorzy starają się opisać świadomość jako zjawisko, sposób funkcjonowania, pewien stan poznaniowy, wolicjonalny lub emocjonalny. W punkcie wyjścia ich analiza jest zazwyczaj ogólna, bezstronna i pozbawiona nieusprawiedliwionych naturalistycznych założeń. Autorzy związani z psychologią kognitywną czy badaniami nad SI wprost twierdzą, że opis ma być tak ogólny, by odpowiadał zarówno stanom wewnętrznym człowieka, jak i pewnym stanom przypisanym zwierzętom i procesom zachodzącym w urządzeniach przetwarzających informacje i wykazujących inteligencję.

Kiedy jednak rozważania dotyczące świadomości wychodzą poza ten podstawowy schemat, obraz stanów świadomych obciążony jest coraz wyraźniej czynnikiem gatunkowym. Twierdzi się, że świadomość musi oprzeć się na współdziałaniu elementów takich jak neurony, że wyposażone jest w poczucie jedności, samotności, niezależności, pamięci, tendencji do tworzenia wyjaśnień przyczynowych, widzenia otoczenia jako pewnej całości, przeżywania introspekcji i komunikowania się z innymi świadomościami.

Literatura fantastyczno-naukowa pokazuje, że tak rozbudowane rozumienie świadomości jest nieświadomą projekcją własnych stanów psychicznych na wszelkie stany psychiczne. Autorzy opowiadań z zakresu fantastyki opisują istoty jakby celowo pozbawione cech ludzkiego sposobu myślenia, przy zachowaniu zdolności do oceniania swego postępowania, postrzegania świata czy refleksji.

Robale mają śladowe zdolności zastanawiania się i podejmowania decyzji. Słudzy Ukochanej posiadają prawo ograniczonego wyboru celu działania, od nich jednak zależy gorliwość realizacji zadań. Mózgiem ich działań są królowe, matki, władczynie… Telny działają jedynie wtedy, gdy są w licznej grupie. Świadomość Gabriela składa się z wielu niezależnych, współpracujących ze sobą jaźni, zarządzanych przez reno. Diagnostycy – dzięki technice – stają się jednocześnie nawet kilkoma istotami. Andrzej, replikanci i HAL zdają sobie sprawę ze swego istnienia i wiedzą, czym jest śmierć. Jane potrafi jednocześnie skupiać się na milionie czynności, a zrodziła się samoistnie. Kosmiczny AC przez wieki zbierał dane, czy „uczynić światło”. Ocean Solaris był zbyt obcy człowiekowi, aby ktokolwiek zdołał go zrozumieć. A za tajemniczym monolitem stał twórca życia. Urowie zaś zmieniali już powstałe istoty, sami zaś odeszli w niebyt w wybranym przez siebie czasie.

Rozpowszechnione w filozofii hipotezy typu: zdolność do kontemplacji nie może występować bez zdolności do postrzegania świata zewnętrznego lub świadomość występuje zawsze razem ze zdolnością do wartościowania – okazują się arbitralnymi założeniami. Bezzałożeniowość fantastyki okazuje się znaczcie silniejsza i mniej ograniczona niż bezzałożeniowość filozofii. Stąd pomysły science fictionwydają się ciekawsze, bardziej odważne i filozoficznie bardziej inspirujące niż klasyfikujące i teoretyzujące uproszczenia proponowane przez filozofów.

Hop do Archiwaliów

BIBLIOGRAFIA

Armstrong D. M. „Materialistyczna teoria umysłu”, wyd. PWN 1982.

Asimov Isaac „Człowiek, który żył dwieście lat”, miesięcznik „Fantastyka” 3(18)/1984.

Asimov Isaac „Ostatnie pytanie”, w „Kroki w nieznane”, tom V, ISKRY 1974.

Blackburn Simon „Oksfordzki słownik filozoficzny”, wyd. Książka i Wiedza 1997.

Bridges Bill i Greenberg Andrew „Gasnące Słońca”, wyd. MAG 2000.

Card Orson Scott „Gra Endera”, wyd. Prószyński i ska. 1994.

Card Orson Scott „Mówca umarłych”, wyd. Prószyński i ska. 1994.

Clarke Arthur C. „2001: Odyseja kosmiczna”, wyd. Amber 1997.

Lem Stanisław „Solaris”, w „Dzieła: Solaris, »Niezwyciężony«”, Wyd. Literackie, 1986.

Philip K. Dick „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”, wyd. Prószyński i ska. 1995.

Piłat Robert „Czy istnieje świadomość?”, wyd. IFiS PAN 1993.

Piłat Robert „Umysł jako model świata”, wyd. IFiS PAN 1999.

Różni autorzy „Alternity”, TSR, 1998.

Searle John R. „Umysł na nowo odkryty”, wyd. PIW 1999.

White James „Szpital kosmiczny”, wyd. ALFA 1987.

Williams Walter Jon „Aristoi”, wyd. MAG 1997.

Williams Walter Jon „Stacja Aniołów”, wyd. MAG 2000.


[1] Pisząc „bóg” mamy na myśli tzw. „istotę wyższą”, obdarzoną mocą tworzenia życia i nie tylko, wszechwiedzącą, niczym nie ograniczoną. Nie chodzi nam tu o pomniejsze bóstwa czy nawet bogów z mitologii greckiej lub rzymskiej.

[2] Isaac Asimov „Ostatnie pytanie”, w „Kroki w nieznane”, tom V, ISKRY 1974.

[3] Isaac Asimov „Ostatnie pytanie”, w „Kroki w nieznane”, tom V, ISKRY 1974, str. 315-316.

[4] Isaac Asimov „Ostatnie pytanie”, w „Kroki w nieznane”, tom V, ISKRY 1974, str. 317.

[5] Isaac Asimov „Ostatnie pytanie”, w „Kroki w nieznane”, tom V, ISKRY 1974, str. 327.

[6] Isaac Asimov „Ostatnie pytanie”, w „Kroki w nieznane”, tom V, ISKRY 1974, str. 332.

[7] Stanisław Lem „Solaris”, w „Dzieła: Solaris, »Niezwyciężony«”, Wyd. Literackie, 1986, str. 24.

[8] Stanisław Lem „Solaris”, w „Dzieła: Solaris, »Niezwyciężony«”, Wyd. Literackie, 1986.

[9] Stanisław Lem „Solaris”, w „Dzieła: Solaris, »Niezwyciężony«”, Wyd. Literackie, 1986, str. 26.

[10] Stanisław Lem „Solaris”, w „Dzieła: Solaris, »Niezwyciężony«”, Wyd. Literackie, 1986, str. 229.

[11] Stanisław Lem „Solaris”, w „Dzieła: Solaris, »Niezwyciężony«”, Wyd. Literackie, 1986, str. 235.

[12] Stanisław Lem „Solaris”, w „Dzieła: Solaris, »Niezwyciężony«”, Wyd. Literackie, 1986, str. 235.

[13] Arthur C. Clarke „2001: Odyseja kosmiczna”, wyd. Amber 1997.

[14] Arthur C. Clarke „2001: Odyseja kosmiczna”, wyd. Amber 1997, str. 15.

[15] Arthur C. Clarke „2001: Odyseja kosmiczna”, wyd. Amber 1997, str. 17.

[16] Arthur C. Clarke „2001: Odyseja kosmiczna”, wyd. Amber 1997, str. 206.

[17] Arthur C. Clarke „2001: Odyseja kosmiczna”, wyd. Amber 1997, str. 205.

[18] Arthur C. Clarke „2001: Odyseja kosmiczna”, wyd. Amber 1997, str. 208.

[19] John R. Searle „Umysł na nowo odkryty”, wyd. PIW 1999, str. 44.

[20] Bill Bridges i Andrew Greenberg „Gasnące Słońca”, wyd. MAG 2000.

[21] Bill Bridges i Andrew Greenberg „Gasnące Słońca”, wyd. MAG 2000, str. 15.

więcej...