Anielskie serce

Każdy z nas przeżywa co pewien czas chwile wątpliwości. Kim jestem? Dokąd zmierzam? Jaki jest sens mego życia? Jakże często zadajemy sobie te pytania poszukując odpowiedzi w otaczającym nas świecie. Cóż się jednak stanie, kiedy znajdziemy na nie odpowiedź? I jeśli nie będzie ona zgodna z naszymi oczekiwaniami?

Harry Angel (Mickey Rourke) był typowym prywatnym detektywem wprost z kart utworów Chandlera - lubiącym wypić, samotnym, grubiańskim i twardym. Tenże Marlow w innym wydaniu pewnego dnia otrzymał zlecenie od Louisa Cyphre (Robert de Niro) - miał odnaleźć pewnego człowieka. Wydawałoby się robota niczym nie wyróżniająca się spośród setek innych. Niestety, to typowe zlecenie przemieniło się w wyprawę, dzięki której Angel odkrył swe prawdziwe ja, poznał prawdę o sobie… prawdę, którą mało kto chciałby poznać.

Film Alana Parkera, znanego hoolywodzkiego reżysera (m.in. Evita, Commitments, The Wall, Midnight Express), emanuje tajemniczością. Świetnie ukazana atmosfera Stanów sprzed lat - mokre, ciemne uliczki, zadymione speluny, nieprzyjemni ludzie - nie pozwala na chwilę spokoju. Powolne odkrywanie prawdy przez Harry’ego intryguje i straszy, a jego tajemnicze sny wywołują niepokój. Ludzie, których spotyka w trakcie śledztwa, nie są typowymi mieszkańcami ameryki - każdy z nich jest zagadką samą w sobie, każdy skrywa jakiś element łamigłówki i każdy okazuje się ofiarą mordercy. Mordercy, którego zaczyna szukać policja, a wraz z nią (zmuszony niejako przez sytuację) Harry.

Niewątpliwą zaletą filmu jest niesamowita postać Louisa Cyphre (Lucyfera?) - doskonale dopracowana w najdrobniejszych szczegółach: beznamiętny, pozbawiony emocji, długopalcy i długowłosy, cedzący powoli słowa, doskonale utrzymane paznokcie, wciąż bawi się pięknie zdobioną laską. Robert de Niro (m.in. Fan, Heat, Frankenstein, Bronx Tale, Backdraft, Cape Fear, Awakenings, Untouchables, Mission, Deer Hunter, Taxi Driver, Goodfather II) nie zawodzi i w tej roli - gra oszczędnie, ale jednocześnie tajemniczo i intrygująco. Każdy ruch, każdy gest, każda wypowiedź zdradzają talent aktorski. Nawet Rourke (m.in. Harley Davidson and Marlboro Man, Homeboy, Nine 1/2 Weeks), który zwykł grać innego rodzaju postacie, nie zawodzi. Harry jest typowym detektywem tamtych lat - przynajmniej na pierwszy rzut oka. Jednak wraz z rozwojem sytuacji, gdy dowiadujemy się o nim coraz to nowych, niesamowitych, przerażających rzeczy, powoli zmienia się. W końcu poznajemy całą (wydawałoby się) prawdę i wraz z nim zjeżdżamy windą… do piekła.

Film obfituje w ciekawe, mroczne i na poły wizyjne sceny. Do takich z pewnością należy taniec voodoo, który wraz ze swymi ziomkami odprawia piękna i tajemnicza Epiphany Proudfoot (w tej roli znana z serialu „Cosby Show” Lisa Bonet). Równie ciekawa, a jeszcze bardziej szalona jest scena miłości wspomnianej wcześniej młodej murzynki z Harrym - ciemny, pełen much pokój, grzmoty, szum wiatru i kapiąca z sufitu woda, która nagle przemienia się w krew.

Dobry scenariusz napisany przez Williama Hjortsberga (na podstawie jego powieści „Falling Angel”) i Alana Parkera świetnie uzupełnia muzyka Trevora Jonesa: tam gdzie trzeba - spokojna, tam gdzie wypada - intrygująca, tam gdzie można - szalona.

„Angel Heart” można interpretować jako kolejny film opisujący walkę dobra ze złem, anioła z diabłem, Angela z Louisem. Nie jest to jednak bezsensowna wymiana ciosów. Szatan działa tak, jak na niego przystało - już dawno założył sidła, teraz jedynie powoli ściąga linę, by mieć jak najwięcej przyjemności. Nie atakuje wprost, a bawi się z ofiarą, daje jej powalczyć, by w końcu sama się poddała. Osaczony - przez policję, Louisa, a przede wszystkim siebie samego - Harry próbuje zerwać krępujące go więzy. Na to jest jednak za późno; było na to za późno w chwili, gdy podjął się tej roboty, a nawet wiele lat wcześniej. W końcu Angel musi się poddać i poznać prawdę o sobie, dowiedzieć się kim jest, jaka jest jego przeszłość i przyszłość.

więcej...