Curse (1987). Luźna, bardzo luźna adaptacja „Koloru z przestworzy”, pełna bezsensownych i nienajlepiej nakręconych scen (między innymi robaki obłażące krowę i krwawe gluty pokrywające rośliny). Film jest mimo to lepszy od następnych części, których należy unikać jak ognia

Devil’s Daughter (1991). Ten film ma więcej wspólnego z Dzieckiem Rosmary niż z Lovecraftem. Biedna pani Curtis zostaje zmuszona przez satanistów do urodzenia demonicznego „czegoś”. Jeśli chodzi o HPLa, to mamy do czynienia m.in. z Shub-Niggurath i Tym, Którego Nie Powinno Się Nazywać.

Die, Monster, Die! (1965). Wczesna i nie nadająca się do oglądania adaptacja „Koloru z przestworzy”. Reżyser nie wykorzystał możliwości Borisa Karloffa, który na dodatek na zakończenie filmu przeradza się w srebrnoskórego stwora.

Dunwich Horror (1970). Reżyser koniecznie musiał dokonać dzieła wiekopomnego, ale nie zabrał się chyba do tego najlepiej, kładąc przede wszystkim nacisk na magiczne rytuały. Stąd też niewielkie związki z opowiadaniem Lovecrafta. Z całego filmu najciekawsza jest animowana początkówka.

Equinox (1971). Ciekawy, niskobudżetowy poprzednik Martwego zła. Fabuła co pewien czas rwie się w zaskakujący sposób. Aktorzy grają chyba jeszcze gorzej niż w Zgiń potworze. W całym filmie jest tylko jeden ciekawy element - skrzydlaty demon.

Evil Dead I i II (1983, 1987). Grupka młodzieży wybiera się gdzieś w głuszę, do domku letniskowego. Przez przypadek natrafiają na „Księgę umarłych” (którą na potrzeby filmu opracował Tom Sullivan - artysta ilustrujący m.in. Zew Cthulhu) i za jej „pomocą” budzą do życia sumeryjskiego czarownika. Część pierwsza różni się od drugiej budżetem, ale poza tym są prawie identyczne, jednak warte zobaczenia (mimo wszystko). Ostatni (przynajmniej na razie) film w tym cyklu - Army of Darkness(1993) - nie ma nic wspólnego ze swymi poprzednikami, jako że jest komedią. Główny bohater przenosi się w czasy średniowieczne, by pokonać hordę ożywionych szkieletów. Dużo dobrej zabawy.

Forever Evil (1987). Fabuła filmu opiera się na czarnej magii, głupawych bohaterach, tanich efektach, nieistniejącym scenariuszu i kilku odwołaniach do Lovecrafta. Mimo to kilka scen (jakieś piętnaście minut) warte jest zobaczenia.

From Beyond (1986). Dzieło Stuarta Gordona (twórcy Reanimatora) i jego współpracowników. Fabuła jest nad wyraz prosta. Odkryto maszynę, która pozwala ludziom doświadczać rzeczywistości obcej rasy, żyjącej w innym wymiarze. Jak się niestety okazuje, obcy również mogą wpływać na nas. Film wart zobaczenia, mimo głupawych dialogów i bezsensownych scen miłosnych.

Ghostbusters (1984). Wesoły, udany film. Odwołania do Lovecrafta to bełkot Ricka Moranisa, niesamowity budynek i zakończenie w innym wymiarze. Część druga jest o wiele mniej udana.

H. P. Lovecraft’s Necronomicon (@1995). W skład filmu wchodzą trzy nowele, które są na dosyć różnym poziomie. Jedna z nich to luźna adaptacja „Szepczącego w ciemności”. W innej mamy do czynienia z samym HPLem (w tej roli znany z Reanimatora Jeffrey Comb). Film powinien obejrzeć każdy miłośnik mistrza.

Haunted Palace (1963). Roger Corman stworzył luźną adaptację „Przypadku Charlesa Dextera Warda”, odwołującą się również do Poego (m.in. do poematu z „Upadku domu Usherów”). W dwie postacie - Warda i jego przodka - wcielił się Vincent Price. Corman skupia się przede wszystkim na zemście, a nie na wskrzeszeniu. Film wart zobaczenia.

Horror Hotel (1960). Profesor (w tej roli Chrostopher Lee) wysyła studentów do Massachusetts, które nawiedziła zmarła przed wiekami wiedźma i jej sługi. Elementem przewodnim filmu jest mgła, której jest tu chyba więcej niż w samej Mgle.

In the Mouth of Madness (@1995). John Carpenter po raz pierwszy. Ciekawe, wysokonakładowe dzieło, w którym występuje m.in. Sam Neill. Z początku obiecujący film gdzieś w połowie traci na jakości, ale zakończenie warte jest kilku minut nudy. Niektórzy uznają obraz za pastisz, ale „wyznawcy” Lovecrafta z pewnością mają inne zdanie.

Lifeforce (1985). Nagie wampiry z przestrzeni kosmicznej niszczą Londyn - brzmi nieciekawie, ale film ogląda się całkiem dobrze. Fabuła jest luźno oparta na wiążącym się z Mitologią Cthulhu opowiadaniu Colina Wilsona „The Star Vampires”. W filmie warto zwrócić uwagę na prawdziwą postać wampirów. Poza tym…

Manitou (1977). Adaptacja nawiązującej do mitów powieści Grahama Mastertona pod tym samym tytułem. Fałszywe medium (w tej roli niezapomniany Tony Curtis) i indiański szaman walczą z potężnym Misquamacusem (znanym z opowiadania Lovecrafta i Derletha), który odradza się w ciele Susan Strasberg. Kilka ciekawych momentów, ale ogólnie film nie należy do udanych.

Maze (1953). Obraz sfilmowano w trzech wymiarach i zaopatrzono w przeróżne gadżety (jak na przykład nietoperze na linkach), które straszyły widzów. Akcja toczy się w szkockim zamku pełnym sekretnych przejść. Tytułowego żywopłotowy labiryntu nie wykorzystano tak, jak można by się było spodziewać (vide Lśnienie Stanley’a Kubrick). Niemniej jest to ciekawy element fabuły. Najgorszy jest chyba stwór, którego winien wstydzić się jego kreator. Obraz oparto na szkockiej legendzie i opowiadaniu Maurice’a Sandoza. Odwołania do mistrza każdy sam zauważy.

Prince of Darkness (1987). John Carpenter po raz drugi. Niesamowita mieszanka science-fiction i horroru. Grupa naukowców próbuje przeciwstawić się powtórnemu nadejściu obcego boga, który, można powiedzieć, zamieszkuje po drugiej stronie lustra. W filmie pojawiają się zombie, szaleni fizycy, zwariowany ksiądz i zielona ciecz (czyli to, czego pełno jest u Lovecrafta). Dzieło warte zobaczenia, mimo że czasem akcja staje się nudnawa. Warto zwrócić uwagę na wspaniałą muzykę, którą stworzył sam reżyser.


Re-Animator (1980). Klasyczne dzieło z kanonu czarnego humoru oparte na opowiadaniu „Herbert West - Reanimator”. Główny bohater wynajduje lek, który ożywia zmarłych, ale nie wszystko idzie tak, jak powinno… Film nie jest przeznaczony dla dzieci i osób nie przepadających za gore.

Resurrected (1992). Inteligentna i zadziwiająco wierna adaptacja „Przypadku Charlesa Dextera Warda”, którą wyreżyserował Dan O’Bannon (współtwórca Obcego i Pamięci absolutnej). Aktorstwo i klimat pozostawiają wiele do życzenia, ale jest to jedna z najlepszych prób przeniesienia dzieła HPLa na ekran.

Shuttered Room (1966). Słaba i ciężko strawna adaptacja opowiadania Derletha i Lovecrafta. Para bohaterów przenosi się do „opuszczonego domu”, którego mieszkaniec okazuje się straszliwie zdeformowany. Scenarzysta gdzieś w trakcie tworzenia fabuły pogubił się co nie najlepiej wpłynęło na film. Unikać jak ognia.

Thing (1982). Johna Carpentera po raz trzeci. Film pełen niezłych efektów (jak na tamte lata) i niesamowitych stworów. Obca forma życia atakuje bazę na Antarktyce. To dzieło z pewnością spodobałoby się Lovecraftowi.

Transylvania Twist (1989). Głupawa horroro-komedia pełna lovecraftowskich nazw i tak głupich dowcipów, że aż śmiesznych. Mamy do czynienia z łowcami wampirów i typowym dla dzieł HPLa przywoływaniem demonów. Tylko dla odpornych na głupotę.

Unnamable (1988). Straszliwa, banalna adaptacja dzieła HPLa. Głupie dzieciaki trafiają do nawiedzonego domu, w którym „mieszka” potwór POSIADAJĄCY IMIĘ. Randolph Carter, który przypomina młodego Lovecrata, załatwia sprawę korzystając z kilu czarów zaczerpniętych z „Necronomiconu”. Koszmar!

Unnamable II: Statement of Randolph Carter (1993). Trochę lepsze od części pierwszej. Niestety, potwierdza tezę, że niektórzy ludzie nie powinni się brać za filmowanie dzieł dziwaka z Providence. Fabuła bardzo szybko odchodzi od Nienazwanego i zaczyna opowiadać historię znaną nam z podtytułowego opowiadania. Pełno tu szalonych fizyków i metafizyków, a akcja i dialogi są tak głupie, że lepiej nie mówić. Nie brać do ręki.

PS. To nie wszystko. Jest z pewnością wiele innych filmów pełnych odwołać do Lovecrafta. Powyżej podałem te, które udało mi się znaleźć i które uznałem za warte uwagi (w znaczeniu tak dodatnim, jak i ujemnym). Nie opisałem fabuły, bo nie chciałem nikomu psuć zabawy. Reszta należy do oglądaczy…

Hop do Kruka lub Archiwaliów.

więcej...