Mózgi w naczyniu

Hilary Putnam w tytułowym eseju przedstawia dyskutowaną przez filozofów „możliwość rodem z science fiction”. Pewien człowiek poddał się operacji - z jego ciała nieuczciwy eksperymentator usuną mózg, który umieszczono w naczyniu wypełnionym substancją podtrzymującą go przy życiu. Dodatkowo zakończenia nerwowe podłączono do superkomputera, dzięki czemu umysł doświadcza iluzji, iż wszystko jest w porządku. „Ma on złudzenie istnienia osób, przedmiotów, nieboskłonu itd.”. Tak naprawdę doznaje on jedynie impulsów elektronicznych, płynących z komputera do zakończeń nerwowych. Ponadto komputer sprawia, że jeśli ofiara eksperymentu podnosi rękę, to „czuje” i „widzi”, iż tak się dzieje. Można również się postarać, by przeżyła ona zaaranżowaną przez eksperymentatora sytuację; można wymazać jej pamięć; można zrobić wszystko, co się zechce - nawet przekonać ją, że czyta opowiastkę o niegodziwym uczonym, który usuwa ludziom mózgi i umieszcza je w naczyniu z pożywką…

Hilary Putnam.jpg

Rozważać można także sytuację, w której wiele mózgów umieszczono w naczyniu - wszyscy ludzie (czy nawet istoty zmysłowe) są mózgami w naczyniu. Niegodziwy eksperymentator znajduje się na zewnątrz, ale czy na pewno? Może w ogóle go nie ma? W tym przypadku komputery mogą prowadzić „zbiorowe” halucynacje. Ofiarom eksperymentu będzie się wydawać, że rozmawiają ze sobą, piją razem czy biją się, itd., itp.

Czy możemy być takimi mózgami w naczyniach? Albo raczej, czy moglibyśmy, będąc nimi, „powiedzieć” lub „pomyśleć”, że nimi jesteśmy? Putnam odpowiada, że nie: „Ludzie w owym możliwym świecie mogą wprawdzie pomyśleć i «wypowiedzieć» każde słowo, które my potrafimy pomyśleć lub wypowiedzieć, lecz ich słowa nie mogą (jak twierdzę) «odnosić się» do tego samego, co nasze słowa. W szczególności nie mogą oni pomyśleć ani powiedzieć, że są mózgami w naczyniu (nawet myśląc: «jesteśmy mózgami w naczyniu»)”.

Stanisław Lem. „Dzienniki gwiazdowe”, część „Ze wspomnień Iona Tichego”, I. Tytułowy bohater spotyka profesora Corcorana, geniusz cybernetyki. Ion trafia do mieszkania wspomnianego profesora, który pokazuje mu skrzynie, mówiąc: „Każda z tych skrzyń zawiera układ elektronowy, wytwarzający świadomość. Jak nasz mózg. Budulec jest inny, ale zasada taka sama. Na tym koniec podobieństwa. Bo nasze mózgi - uważaj pan! - podłączone są, że tak powiem, do świata zewnętrznego - za pośrednictwem zmysłowych odbiorników: oczu, uszu, nosa, skóry i tak dalej. Natomiast te, tutaj (…) mają swój «świat zewnętrzny» tam, w środku…”.

Lem w usta Corcorana wkłada bardzo podobne do Putnama słowa. Obaj stawiają w wątpliwość naszą pewność w istnienie ciał, w zmysły. Obaj mówią o pobudzaniu nerwów tak, byśmy czuli coś, czego nie ma w rzeczywistości. Lem unika jednak komputera, w jego miejsce stawiając wielki, obracający się powoli bęben, podłączony do skrzyń. W owym bębnie znajdują się losy i świat istot ze skrzyń. W środku pełno jest błyszczących taśm pokrytych białymi zygzakami. W bębnie „są utrwalone różne sygnały, jak na płycie gramofonowej”. Ale jego zawartość jest dla skrzyń całym światem. Przeznaczenie tych ofiar nie jest ustalony z góry - Corcoran wyjaśnia Tichemu skomplikowaną zasadę, według której losowo dobierane są różne taśmy i wydarzenia. Opowiada o siedemnastoletniej zakochanej dziewczynie, o uczonym odkrywającym teorię grawitacji, o kapłanie, który stracił wiarę… a wszyscy oni żyją jedynie w skrzyniach. A potem stawia pytanie: „Więc jak moje skrzynie mogą się dowiedzieć, że są skrzyniami, ośle?!”. Dla nich świat, w którym żyją jest autentyczny.

Corcoran wspomina również o pewnym szalonym naukowcu, innym od pozostałych skrzyń. Ów naukowiec poświęcił się szukaniu zawodności swego świata. I co się okazuje? „Że telepatię wywołuje lokalne krótkie spięcie drutów należących do dwóch różnych skrzyń… że ujrzenie przyszłości zdarza się, kiedy czerpak, rozchwiany, przeskoczy nagle z właściwej taśmy na tę, która ma się dopiero rozwinąć za wiele lat. Że uczucie, jakoby przeżył już to, co zdarza mu się naprawdę po raz pierwszy, spowodowane jest zacięciem selektora”.

Na zakończenie Tichy stwierdza: „Wówczas możliwe jest, że i to, że właściciel zakurzonego laboratorium, w którym MY stoimy na półkach, też jest skrzynią, którą zbudował inny, wyższego rzędu jeszcze uczony, posiadacz oryginalnych i fantastycznych koncepcji… i tak w nieskończoność. Każdy z tych eksperymentatorów jest Bogiem”.

więcej...