Bardzo niedawno i w bardzo bliskiej galaktyce

Uniwersum Star Wars rozpala serca fanów w każdym wieku. Najnowsza filmowa odsłona serii nadchodzi wielkimi krokami i każdy, kto zaraził się gwiezdnowojenną chorobą, nie może się doczekać epizodu 7. Czas oczekiwania da się na szczęście skrócić nie tylko oglądając poprzednie części czy seriale i nie tylko czytając książki oraz komiksy. Można również pograć w gry wideo.

Star Wars to rzecz jasna marka wyjątkowo w każdym aspekcie. Zainfekowała w zasadzie każde medium, wszędzie odciskając swój niezwykły ślad. Również w świecie gier wideo doczekała się kilkudziesięciu wersji. Elektroniczne Gwiezdne Wojny nie ominęły żadnego gatunku (były strzelanki, MMO, rail shootery, RPGi, RTS, Lego, wyścigi, szachy…) i wędrowały w czasie oraz przestrzeni, dotykając przeróżnych epok i miejsc uniwersum (Stara Republika, dotworzenie klasycznych filmów czy opowieści o zupełnie nowych bohaterach). W tej ogromnej beczce miodu znalazło się jednakże więcej łyżek dziegciu niż byśmy mogli się spodziewać…

 

Jar-jary gier wideo

Parszywą trzynastkę kiepskich gwiezdnowojennych gier dałoby się uporządkować na wiele różnych sposobów (alfabetycznie, gatunkowo czy jakościowo), ale nie ma chyba lepszego nad czasowy – czyli od najstarszej do najnowszej.

Pierwsza gwiezdnowojenna gra ukazała się w 1982 roku (The Empire Strikes Back na Atari 2600 i Intellivision), a już rok później pojawił się pierwszy crap – Jedi Arena. Dziś przede wszystkim przeraża jej prostota w każdym zakresie, ale biorąc pod uwagę produkcje, które ukazały się w tym samym roku (fenomenalne graficznie Dragon’s Lair czy niezwykle grywalne Archon oraz Bomberman), aż dziw bierze, że deweloperów Jedi Arena nie rzucono sarlaccowi na pożarcie…

Rebel Assault z 1993 roku nie jest porażką przez duże P – jak na owe czasy była graficznie rozbudowana, dawała okazję odwiedzić Hoth czy zniszczyć Gwiazdę Śmierci. Niemniej brak klasycznych bohaterów oraz żenująca kontrola celownika skazała ten rail shooter na porażkę.

Masters of Teräs Käsi z 1997 roku przez wielu jest uznawane za najgorszą grę w historii. Zamierzenia były ciekawe: nawalanka postaciami z uniwersum brzmiała nieźle. Złe zbalansowanie bohaterów oraz kiepska grafika to było aż nadto. Fani lepiej się bawili biegając z plastikowymi mieczami i blasterami…

W Yoda Stories z 1997 pojawia się mówiący po angielsku R2D2 – co w zasadzie wystarczyłoby do porażki. Niemniej ten nudny, kiepski graficznie i fabularnie RPG nie miał w sobie nic dobrego… Yoda się w grobie przewraca…

Na Rebellion/Supremacy z 1998 fani czekali, jako że zapowiadała się świetna strategia łącząca elementy rozgrywki turowej z czasu rzeczywistego w stylu dziś dobrze znanym za sprawą serii Total War. Realizacja okazała się nieudana. Gracze narzekali na walki w przestrzeni i na problemy z kontrolowaniem jednostek, ustawieniami kamery czy nawet interfejsem…

Kiepski film i kiepska gra. Star Wars Episode I: The Phantom Menace z 1999 roku cierpiała na wszelkie możliwe choroby, jakie mogły dopaść grę akcji TPP. Kiepskie ustawienia kamery utrudniały i tak niezbyt dopracowane kontrolowanie postaci. Jakby tego było mało, rozgrywka skupiała się na walce z droidami i przełączaniu przełączników… Najwyraźniej midichloriany płynęły też w żyłach deweloperów.

Demolition z 2000 roku oparto na koncepcji znanej z gry Twisted Metal. W skrócie chodziło o walki różnymi pojazdami z uniwersum Star Wars. Twórcom gry udało się zepsuć wszystko co było dobre w pierwowzorze i dołożyć jeszcze fabułę tak kiepską, że Jabba wciąż się z niej śmieje…

Super Bombad Racing z 2001 roku udowadnia, że licencja to nie wszystko. Ba, gdyby nie licencja, o grze pamiętaliby tylko najznamienitsi jedi. A tak próba ścigania się komiksowo-przerobionymi bohaterami w rodzaju Obi Wan czy Darth Maul wciąż wyskakuje, gdy poszukujemy najgorszych gier…

Obi-Wan z 2002 roku to duchowy spadkobierca fenomenalnego Jedi Knight: Dark Forces – i tyle dobrego można o tym tytule powiedzieć. Kamera, brak rozsądnej fabuły, puste poziomy rozdzielone niebudzącymi emocji walkami oraz kiepska grafika. Tym razem sam Obi-Wan przewraca się w grobie.

Flight Of The Falcon z 2003 roku to nieudana próba przeniesienia powietrznych walk na kieszonsolkę Game Boy Advance. A przecież sterowanie Sokołem Millenium wydawało się samograjem! Kiepska grafika, dłużące się poziomy i koszmarny, naprawdę koszmarny gameplay to było aż nadto, by zniechęcić najzagorzalszych fanów.

Serial Wojny Klonów okazały się dla wielu zaskakująco dobrym produktem, ale próba skonsumowania jego popularności w grach wideo zakończyła się porażką. The Clone Wars – Republic Heroes z 2009 roku straszyło grafiką, zniechęcało platformowością i odrzucało żenującą mechaniką. No i ile razy można było wciskać klawisz, by Yoda wreszcie przestał gadać co mamy robić!

The Force Unleashed II z 2010 roku – zamiast wykorzystać najlepsze elementy oryginału – podążyła mroczną stroną mocy i zapomniała o fundamencie dobrej gry akcji, czyli wciągającej fabule. W efekcie otrzymaliśmy produkt o oszałamiającej grafice opakowującej pustkę i nadmiar QTE…

Kinect Star Wars z 2012 roku budził pozytywne emocje – mnóstwo osób marzyło, by gestem dłoni użyć mocy czy zatańczyć w kantynie wraz z Hanem Solo. Pomysł był świetny, ale zawiodło wykonanie. Przede wszystkim nie udało się przechwytywanie ruchów, a i minigierki nie zachęcały do dłuższej zabawy.

A po jasnej stronie mocy…

…oczywiście znajduje się mnóstwo świetnych gier wideo, w które trzeba zagrać. Bo o ile do crapów lepiej się nie dotykać, o tyle po produkcje z poniższej alfabetycznej listy sięgnąć powinien nie tylko fan Gwiezdnych Wojen: Battlefront (I i II), Empire at War, Galactic Battlegrounds, Jedi Knight II: Jedi Outcast, Jedi Knight III: Jedi Academy, Jedi Knight: Dark Forces II, Knights of the Old Republic (I i II), Lego Star Wars: The Complete Saga, Republic Commando, Rogue Squadron II: Rogue Leader, The Force Unleashed, TIE Fighter oraz najnowszą produkcję sieciową, czyli Battlefront.

Niech moc będzie z Wami! Używajcie jej, gdy tylko możecie!

Bardzo niedawno i w bardzo bliskiej galaktyce

Uniwersum Star Wars rozpala serca fanów w każdym wieku. Najnowsza filmowa odsłona serii nadchodzi wielkimi krokami i każdy, kto zaraził się gwiezdnowojenną chorobą, nie może się doczekać epizodu 7. Czas oczekiwania da się na szczęście skrócić nie tylko oglądając poprzednie części czy seriale i nie tylko czytając książki oraz komiksy. Można również pograć w gry wideo.

Star Wars to rzecz jasna marka wyjątkowo w każdym aspekcie. Zainfekowała każde medium, wszędzie odciskając swój niezwykły ślad. Również w świecie gier wideo doczekała się kilkudziesięciu wersji. Elektroniczne Gwiezdne Wojny nie ominęły żadnego gatunku – były strzelanki, MMO, rail shootery, RPGi, RTS, Lego, wyścigi, szachy… ich fabuła wędrowała zaś w czasie oraz przestrzeni, dotykając przeróżnych epok i miejsc uniwersum (Stara Republika, dotworzenie klasycznych filmów czy opowieści o zupełnie nowych bohaterach). W tej ogromnej beczce miodu znalazło się jednakże więcej łyżek dziegciu niż byśmy mogli się spodziewać…

 

Jar-jary gier wideo

Gdyby ktoś poprosił o wskazanie trzech najgorszych gwiezdnowojennych produkcji ostatnich lat, to bez wątpienia na tym niechlubnym podium miejsce zajęłyby następujące produkcje.

3. Super Bombad Racing. Ta gra z 2001 roku udowadnia, że licencja to nie wszystko. Ba, gdyby nie licencja, o grze pamiętaliby tylko najznamienitsi jedi. A tak próba ścigania się komiksowo-przerobionymi bohaterami w rodzaju Obi Wan czy Darth Maul wciąż wyskakuje, gdy poszukujemy najgorszych gier…

2. The Clone Wars – Republic Heroes. O ile serial Wojny Klonów okazał się dla wielu zaskakująco dobrym produktem, o tyle próba skonsumowania jego popularności w grach wideo zakończyła się porażką. Produkcja z 2009 roku straszyła grafiką, zniechęcała platformowością i odrzucała żenującą mechaniką. Wreszcie: ile razy można wciskać ten sam klawisz, by Yoda wreszcie przestał gadać co mamy robić!

3. Kinect Star Wars z 2012 roku budził pozytywne emocje – mnóstwo osób marzyło, by gestem dłoni użyć mocy czy zatańczyć w kantynie obok Hana Solo. Pomysł był świetny, ale zawiodło wykonanie. Przede wszystkim nie powiodło się przechwytywanie ruchów, a i minigierki nie zachęcały do dłuższej zabawy.

Tymczasem, po jasnej stronie mocy…

Jeśli chodzi o doskonałe, świetne czy po prostu fenomenalne gry wideo, których akcja toczy się w mniej lub bardziej odległej galaktyce, to wskazanie piątki najlepszych z najlepszych wcale do łatwych nie należy. Po prostu na przestrzeni lat zebrało się mnóstwo wybornych produkcji, włączając w to niedawno wydany Battlefront. A na jakie gry wideo poza nim warto zwrócić uwagę?

Zaszczytne piąte miejsce przypadło w udziale The Force Unleashed. W tej grze z 2008 roku roi się od odwołań do klasycznej filmowej trylogii (główny bohater nazywa się Starkiller), sama zaś akcja toczy się pomiędzy trzecim a czwartym epizodem. Co więcej, mamy tu okazję kierować również poczynaniami mrocznego Dartha Vadera. Wciągająca fabuła, rozwój postaci, atrakcyjna oprawa graficzna… fani Gwiezdnych Wojen i nie tylko byli wniebowzięci. Zachwyceni producenci od razu rzucili się do tworzenia części drugiej, ale ta skończyła po przeciwnej stronie skali i nawet najgłodniejsze bantu nie chciały jej docenić…

Tuż poza podium uplasowała się gra Star Wars Episode 1: Racer z 1999 roku. Wielu wyznawców Mocy uważało, że to najlepszy produkt, który powstał na bazie Mrocznego Widma. Dzięki niej mogliśmy jako Anakin Skywalker brać udział w zawodach ślizgaczy na pustynnej planecie Tatooine i nie tylko. Do naszej dyspozycji twórcy oddali 21 różnorodnych pojazdów o rozmaitym uzbrojeniu. Nawet Jar-Jar był zadowolony…

Ostatnie miejsce na podium wypada zarezerwować dla gry z 2002 pod tytułem Jedi Knight 2: Jedi Outcast. Ta produkcja zasłynęła nie tylko tym, iż pomimo dwóch powtórzeń wyrazu Jedi w tytule, gracze nie od razu mogli władać Mocą. Niemniej, kiedy wreszcie nasz bohater, znany z poprzednich odsłon Kyle Katarn, odzyskuje pełnię swej potęgi, ten „symulator” rycerza Jedi nie ma już słabych stron… Yoda approves!

Zasłużone drugie miejsce należy przyznać produkcji na zapomnianą już niemalże konsolkę Game Cube. Rogue Leader: Rogue Squadron II to gra zręcznościowa z 2001 roku, dzięki której gracze mogli zasiąść za sterami wielu statków znanych z filmów. Już pierwsza misja wciskała w fotel, jako że na czele myśliwców atakowaliśmy AT-AT na mroźnej, lodowej pustyni Hoth. Posiadacze konsoli Nintendo wciąż mogą cieszyć się niczym Luke na widok Biggsa Darklightera…

Pierwsze miejsce we wszystkich chyba rankingach zajmuje cRPG od studia Bioware, czyli Knights of the Old Republic. Ta produkcja z 2003 roku zachwycała grafiką, oprawą dźwiękową, fabułą oraz klimatem. Co chyba najważniejsze, akcja gry toczyła się na 4000 lat przed wydarzeniami znanymi z filmowej sagi, w epoce tytułowej Starej Republiki. Dzięki niej mogliśmy wziąć udział w odwiecznym konflikcie pomiędzy rycerzami Jedi a Sithami i odwiedzić miejsca, które rozsławiły kinowe obrazy, a także zupełnie nieznane planety. Graczy zachwyciła wciągająca, zależna od wyborów postaci fabuła, ciekawi bohaterowie tła oraz mechanika zachęcająca do lawirowaniu pomiędzy jasną a ciemną stroną Mocy. Sukces tytułu doprowadził do powstania drugiej części oraz MMORPG, który niestety nie spełnił pokładanych weń oczekiwań. Ale KotOR na zawsze wpisał się w historię gier wideo i uniwersum Gwiezdnych Wojen, choć opowieść z filmowym pierwowzorem miała niewiele wspólnego…

A zatem: niech moc będzie z Wami! Oby gry nawiązujące do siódmej części dały nam tyle samo radości, co najlepsze tytuły sprzed lat.